![]() |
|||||||||||||||||||||||||||||||||||
![]() |
![]() |
![]() |
|||||||||||||||||||||||||||||||||
![]() |
|||||||||||||||||||||||||||||||||||
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
||||||||||||||||||||||||||||
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
||||||||||||||||||||||||||||||||
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|||||||||||||||||||||||||||||||
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
||||||||||||||||||||||||||||
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|||||||||||||||||||||||||||||
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
||||||||||||||||||||||||||||
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
||||||||||||||||||||||||||||||||
Dlaczego tu jesteś?UWAGA: Ten artykuł oparty jest na prezentacji przedstawionej na wielkanocnej konferencji Shangra-la w 2005 r.
Wiele lat temu brałem udział w duchowym odosobnieniu. Usłyszeliśmy wiele nauk duchowych, lecz czasem jedno zdanie po prostu utkwi w twoim umyśle. Możesz słuchać długiego wykładu, a zapamiętasz tylko jedno zdanie, mające szczególne przesłanie dla ciebie. Więc pewnego dnia padło pytanie: "Dlaczego tu jesteś?", i z jakiegoś powodu zapłonęło ono w moim umyśle jak jarzący się neon. Po tym, jak skończyliśmy tę sesję, poszedłem na wzgórze i usiadłem. To był jeden z tych dni, w których można zobaczyć Montanę. Nazywają ją Krainą Wielkiego Nieba, gdyż niebo było czysto niebieskie, nie było ani jednej chmurki, nie było wiatru, a góry wyglądały jak wyrzeźbione w tym niebieskim niebie. Usiadłem tam i spojrzałem na te góry, spojrzałem na niebo i w mojej duszy zadźwięczało pytanie: "Dlaczego tu jesteś?". I nie chodziło o to, dlaczego byłem tam w tym konkretnym miejscu, ale: "Dlaczego jestem tutaj na Ziemi?". To pytanie było tak mocne, że uderzyło mnie z pełną siłą, i przez kilka chwil byłem oszołomiony. Potem poczułem ciszę i z głębi mego serca, z głębi mej duszy nadeszła odpowiedź: "Jestem tutaj, bo kocham Boga". I nadeszła z najgłębszej części mej istoty, zadźwięczała: "Ja po prostu kocham Boga". A potem nadeszła druga część: "I chcę, by wszyscy inni czuli tę miłość do Boga". Było to niezwykle głębokie doświadczenie, jak jeden z tych odmieniających życie momentów, w których zdajesz sobie sprawę z tego, że wchodzisz w nowy etap i twoje życie całkowicie się zmienia. Szukanie misji swego życia Myślałem poważnie, że jest to moją misją, lecz potem coś się wydarzyło. Zrozumiałem, że w polityce jest za dużo kompromisów. Wiedziałem, że nie mogę iść na kompromis z najgłębszymi przekonaniami i zasadami. Więc porzuciłem politykę i zawisłem w próżni. Było to około roku później, kiedy miałem 18 lat, gdy znalazłem ścieżkę duchową i uświadomiłem sobie, że moją prawdziwą misją była misja duchowa. Chodzi o to, że przez wiele lat wiedziałem, że mam duchową misję, ale nie wiedziałem, jak ona wygląda i jak ją spełnić. Zacząłem się zastanawiać: Dlaczego tu jestem? Co mam niby robić? I przeszedłem przez całe pasmo złudzeń wielkości, gdzie myślałem, że będę zbawicielem, że przyniosę jakieś nowe idee i to wszystko, co umysł zewnętrzny może wyczarować. A kiedy odnalazłem swoje pierwsze nauki duchowe, to te złudzenia stały się większe, bo w tych naukach duchowych było tak wiele o pomaganiu mistrzom w ocaleniu planety, podnoszeniu świadomości, odwracaniu spadającej w dół spirali i wszystkich tych rzeczach. Karmiło się tym moje ego. Przypuszczam, że psychologowie nazwaliby to kompleksem zbawiciela, lecz myślę, że jest w tym coś więcej, niż światowi psychologowie mogą sobie wyobrazić, gdyż nie rozumieją oni równania duchowego. I faktycznie wierzę w to, że większość z nas przychodzi z silnym pragnieniem duszy pomagania w polepszaniu warunków na Ziemi. Odkrywanie, dlaczego tu jesteśmy Myślę, że moje doświadczenie obrazuje to, co przydarza się wielu ludziom, a mianowicie, że kiedy odnajdujemy jakąś ścieżkę duchową lub duchową organizację, to myślimy: "Ach, to jest to, znalazłem". Pamiętam bardzo dobrze, jak czułem się po tym, jak odkryłem swoją pierwszą organizację duchową. To była Medytacja Transcendentalna, a jej filozofia zakładała, że trzeba, by jeden procent światowej populacji oddał się medytacji, a wówczas otrzymamy efekt, który oni nazywali efektem Maharishiego, podniesienia świadomości wszystkich. I na poziomie duszy wiedziałem, że jest w tym trochę prawdy, mianowicie to, że paru ludzi może być prekursorami podniesienia świadomości ludzkości. Więc naprawdę myślałem, że musimy nawracać wszystkich na Medytację Transcendentalną. Jednak po paru latach poczułem rozczarowanie z tego powodu i zrozumiałem, że moje rozumowanie było zbyt naiwne, że czegoś tam brakowało. Później odkryłem nauki Wniebowstąpionych Mistrzów i poczułem, że w tych naukach jest o wiele więcej prawdy. Więc przez kilka lat myślałem: "Więc być może po prostu powinniśmy nawracać wszystkich na nauki Wniebowstąpionych Mistrzów". Dlatego przyłączyłem się do pewnego kościoła i miałem doświadczenie, które dopiero co opisałem, i mocno wierzyłem w to, że moją rolą jest stać się pastorem tego kościoła i głosić światu kazania o wniebowstąpionych mistrzach i ich naukach. I to miał być sposób na naprawienie planety i sposób, w jaki ja miałem się do tego przyczynić. Nie miałem złudzeń, że dokonam tego sam, musiałem się ich pozbyć, gdy miałem 19 lat. Dopiero w 1994 roku uświadomiłem sobie, że jestem tutaj dlatego, że kocham Boga. Więc przez pewien czas myślałem, że ważne było nawoływanie wszystkich, żeby w konkretnym nauczaniu dostrzegli prawdę. Innymi słowy, moja perspektywa skupiała się na konkretnej organizacji. Nie skupiałem się na przebudzaniu ludzi do duchowej strony życia, skupiałem się na uczynieniu ich członkami konkretnej organizacji duchowej. Więc zaangażowałem w to cały umysł i kiedy moja dusza usłyszała wiadomość: "Jesteś tutaj dlatego, że kochasz Boga", zrozumiałem natychmiast, na głębokim poziomie, że wszystko się zmieni. Wiedziałem, że wszystkie te zewnętrzne rzeczy, które uważałem za swoją misję, muszą być odrzucone, musiałem spojrzeć na coś głębszego. Za tym kryła się głębsza misja. Na początku mój umysł zewnętrzny nie chciał zaakceptować tej zmiany wydarzeń, chciał trzymać się tego, co znane i co pozwalało mu się czuć wygodnie. Więc zrobiłem to, co wszyscy robimy – próbowałem sobie to wytłumaczyć: "Nie, to niemożliwe". Ale w ciągu paru następnych lat to we mnie dojrzało i już wiedziałem, że moją rolą nie jest zostanie pastorem w żadnym konkretnym kościele, moim zadaniem nie jest promowanie jednej konkretnej organizacji czy jednego konkretnego systemu wierzeń. Było w tym coś głębszego, coś ponad, coś, co było moim prawdziwym powodem bycia tutaj. I nie mówię tego tylko dlatego, że dotyczy to mnie; myślę, że dotyczy to większości ludzi, którzy są na ścieżce duchowej. Widziałem tak wielu ludzi, którzy skupiali się na konkretnej organizacji czy guru, ale nie sądzę, by ludzie mogli odkryć swą wyższą misję, dopóki nie wyjrzą poza wszystko z zewnętrznego świata. Musisz wiedzieć, kim jesteś, zanim dowiesz się, co masz tutaj do zrobienia. Powód jest taki, że to, co masz do zrobienia tutaj, jest przedłużeniem tego, kim jesteś. Przestań ograniczać Boga w sobie I z początku bardzo, ale to bardzo trudno było mi ogarnąć umysłem, co to znaczy pozwolić Bogu działać przeze mnie. Mamy słowa Jezusa: "Ja sam z siebie nic czynić nie mogę. Słów tych, które wam mówię, nie wypowiadam od siebie. Ojciec, który trwa we Mnie, On sam dokonuje tych dzieł". Ale było mi bardzo trudno wyobrazić sobie, jak Bóg, którego dotychczas wyobrażałem sobie jako będącego poza mną, będącego gdzieś tam w niebie, jako istotę wywyższoną, doskonałą, może działać przeze mnie tutaj w dole, na Ziemi. Walczyłem z tym przez parę lat. Nie potrafiłem tego zrozumieć, nie potrafiłem tego pojąć. A potem, kilka lat później, przeszedłem doświadczenie, moment całkowitego poddania, które opisałem w innymi miejscu (historia Kima). To był moment, gdzie wszystko się zbiegło. Przez lata usiłowałem znaleźć moją misję i zainwestowałem moje wszystkie uczucia, całą moją energię, myśląc, że "muszę odnaleźć moją misję, muszę spełnić moją misję i to, co mam tutaj do zrobienia". Jednak kiedy doświadczyłem całkowitego poddania, wszystko się połączyło i miałem ten moment prawdy, w którym moja duszaa pomyślała: "Dobrze, a co, jeśli nie zrobię niczego dostrzegalnego zewnętrznie, by zmienić Ziemię? Co, jeśli nigdy nie napiszę książek czy nie założę organizacji, albo nie uda mi się należeć do organizacji czy nie zrobię niczego zauważalnego? Co, jeśli te wszystkie marzenia i uczucia, które miałem przez 30 lat, się nie spełnią? Czy mógłbym z tym żyć? Jeśli umarłbym właśnie teraz, czy odszedłbym w spokoju, czy musiałbym wrócić na Ziemię?". Przez lata doszedłem do zrozumienia, że najważniejszym elementem ścieżki duchowej jest poddanie. Nie chodzi w niej o wszystkie rzeczy, które trzymasz i gromadzisz, nawet wiedzę, nawet zrozumienie. Prawdziwym kluczem jest to, co możesz zostawić. To jest przedstawione w słowach Jezusa: "Nadchodzi bowiem władca tego świata. Nie ma on jednak nic swego we Mnie". Był także Budda, którego kusiły demony Mary, kiedy gotów był wejść w samadhi. Głównie chodzi o to, że kiedy jest w nas coś, co czyni nas przywiązanymi do czegoś na ziemi, to przyczyni się to do naszego upadku, gdyż będzie powstrzymywało nas od wejścia wyżej, na następny poziom. Będzie to nas powstrzymywało od przybliżenia się do Boga i bycia jednym z Bogiem. W końcu zrozumiałem, że nawet ścieżka duchowa, na której byłem przez wiele lat i cała energia, całe dążenie, które w to włożyłem, stały się teraz kamieniem u szyi, który mnie obciążał i ściągał w dół. Więc doszedłem do punktu, w którym po prostu padłem na kolana i poddałem się, mówiąc: "Boże, możesz wziąć mnie do siebie od razu". Poczułem w głębi duszy, że od tego momentu mogłem właściwie wszystko zostawić. Jeśli nie zrobiłbym nic więcej, niż zrobiłem do tej pory, co naprawdę nie było niczym rzucającym się w oczy, to mógłbym z tym żyć. Mógłbym być spokojny, zostawiając Ziemię za sobą. Prawdopodobnie powinienem dodać do tego, że od dzieciństwa zawsze chciałem być pisarzem i docierać do milionów ludzi na całej Ziemi, i zawsze tkwiło to w mojej świadomości. Więc w czasie kiedy miałem doświadczenie poddania, nie stałem się pisarzem, nie napisałem żadnych książek, które zostały wydane, opublikowane i stały się bestsellerami. Musiałem stawić czoła pytaniu, co poczułbym, gdyby mój plan życiowy się nie spełnił, czy mógłbym z tym żyć? I zrozumiałem, że mógłbym, mógłbym żyć w spokoju dlatego, że czułem, iż pogodziłem się z Ziemią i z moim życiem na Ziemi i mógłbym odejść, gdyby Bóg tego chciał. Kim naprawdę jestem? Przypomniało mi się oświadczenie z Biblii: "Nasz Bóg jest ogniem pochłaniającym". I Mojżesz wszedł na Górę Boga, żeby otrzymać nowe prawo. A Bóg ukazuje się mu w płonącym krzewie w postaci płomienia. Więc doszło do mnie, że rdzeniem mojej tożsamości jest duchowy płomień, duchowy ogień. Wtedy pojąłem koncepcję Boskiego Płomienia. Zrozumiałem, że kiedy usunę wszystkie zewnętrznych rzeczy, to będę płomieniem, duchowym płomieniem Boga. Kiedy to zrozumiałem, uświadomiłem sobie, że powodem dla którego JESTEM tutaj jest to, by być tym płomieniem w tym świecie, wyrażać ten płomień i nim promieniować. A on jest zupełnie jak słońce, które wypromieniowuje światło, i to jest wszystko, co ono robi, gdyż tym właśnie jest. Kiedy zrozumiałem, że jestem duchowym płomieniem, uświadomiłem sobie również, że moim osobistym płomieniem jest miłość. Jest ona rdzeniem mojego płomienia i powodem, dla którego tu przyszedłem. "JESTEM tutaj, bo kocham Boga, bo JESTEM płomieniem miłości, miłości do Boga we wszystkich Jego przejawieniach". Uświadomiłem sobie też istnienie drugiego aspektu mojego płomienia i że jest nim przynoszenie prawdy. Więc to jest jak Alfa i Omega, yin i yang. Zrozumiałem, że nasz Boski Płomień ma aspekt Alfa, dla mnie jest nim miłość i aspekt Omega, dar, który mamy przynieść światu, dla mnie jest nim prawda. I zrozumiałem, że one współdziałają. Nie jestem tutaj, żeby przynieść prawdę w taki sposób, że wyjdę i zacznę rzucać wyzwanie ludziom, mówić im, że wszystko, w co wierzą jest błędne, i atakować ich wierzenia. Kluczem do mojej misji przyniesienia prawdy jest pozwolić płomieniowi miłości przyświecać wszystkiemu, co robię, po to, bym przynosił prawdę w bardzo czuły sposób. I kiedy to sobie uświadomiłem, to jakby wszystkie zewnętrzne pragnienia, które zamierzałem spełnić w ziemskim znaczeniu: napisanie książki czy zamiar zaangażowania się w jakąś organizację, wszystkie one się rozwiały dlatego, że nie były głównym powodem mojego bycia tutaj. Byłem tutaj po prostu po to, żeby Być i zakotwiczyć w fizycznym wszechświecie płomień Czułej Prawdy. I gdybym nic innego nie robił, prócz jednoczenia się z tym płomieniem i pozwalania Boskiemu Płomieniowi świecić przeze mnie, to dokonałbym wszystkiego, czego przyszedłem dokonać. Mogłem, jeśli o to chodzi, być absolutnie nieznany dla świata i siedzieć w jaskini w Himalajach albo mogłem mieć jakąś niewdzięczną pracę. W tym czasie pracowałem w biurze i zrozumiałem, że mogłem zwyczajnie to robić, prowadzić pozornie normalne życie, lecz jeśli byłem dostrojony do swojego płomienia i promieniowałem tą jakością, to wystarczało to do odmieniania Ziemi. I uświadomiłem sobie, że to był jedyny sposób, w jaki mogłem być narzędziem zmieniającym Ziemię; nie chodziło o czynienie wszystkich tych zewnętrznych rzeczy. Nie mogłem stworzyć planu i powiedzieć: "Muszę zrobić to, muszę zrobić tamto, muszę założyć organizację, muszę napisać tyle i tyle książek". Żadna z nich nie zmieniłaby świata. I właśnie wtedy zrozumiałem głębsze znaczenie oświadczenia Jezusa: "Ja sam z siebie nic czynić nie mogę". Nic nie mogę uczynić swoim umysłem zewnętrznym. Jedyną możliwością jest pozwolić Bogu działać we mnie. I to jest Bóg z mojego wnętrza, nie jest to Bóg "gdzieś tam z góry". To nie jest Bóg poza mną, ponieważ, w końcu, kim jestem? Jestem płomieniem Boga. Więc jestem wyrazem Boga. W moim konkretnym przypadku, to jest czuła prawda i to jest to, kim jestem. Więc to nie jest jakaś zewnętrzna siła, która chce się przeze mnie wyrażać. To ja uświadamiający sobie, kim JESTEM w królestwie Bożym we mnie, i pozwalający temu światłu świecić: "Niech świeci wasze światło przed ludźmi", jak powiedział Jezus. Jaki jest twój płomień? Więc dla tych z was, którzy myśleli o tym, co zrobić ze swoim życiem, być może czujących, że powinni robić to czy nie powinni robić tamtego, moją sugestią jest, by spróbowali to zostawić. Spróbujcie poddać to i powiedzieć: "Może to był tylko mój umysł zewnętrzny. Może było to programowanie świata, mówiące, co muszę zrobić i jak powinienem to zrobić". Spróbuj to zostawić. Spróbuj i medytuj nad koncepcją mówiącą, że tym, kim jesteś naprawdę, jest Boski Płomień. Twoim pierwszorzędnym zadaniem jest ponownie połączyć się z tą wewnętrzną tożsamością, tak jak powiedział Jezus: "Starajcie się naprzód o królestwo Boga i o Jego Sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane". A to znaczy: spróbuj najpierw odkryć swój Boski Płomień, ten, którym jesteś, i niech to światło, ta sprawiedliwość twojego Boskiego Płomienia, przyświeca wszystkiemu, co robisz. A wówczas wszystkie zewnętrzne rzeczy, które powinieneś zrobić, zaczną się układać. Bo tak długo, jak nie jesteś zharmonizowany, nie masz styczności ze swoim Boskim Płomieniem, tak długo bez względu na twe działania wykonywane zewnętrznym umysłem, nie możesz tego wymusić, nie możesz tego osiągnąć. Więc spróbuj usiąść i poddać wszystko to, co uważasz, że powinieneś zrobić, to, czego myślisz, że nie mógłbyś dokonać. Po prostu puść to wszystko. To jest tylko programowanie świata, programowanie tego ego, twoje obawy, wątpliwości, twoje poczucie bezwartościowości. Pozwól temu wszystkiemu odejść i naprawdę medytuj nad swym Boskim Płomieniem, pozwalając wszystkim zewnętrznym myślom i pragnieniom wpaść w ten Boski Płomień. Po tym, jak odkryłem swój Boski Płomień, zrozumiałem, że to, co stało na mojej drodze do bycia tym, kim jestem, jako płomień Boga, było przeciwieństwem mojego Boskiego Płomienia. I tak to wygląda u każdej osoby, mianowicie to, co stoi na twej drodze, jest przeciwieństwem, wypaczeniem, twojego Boskiego Płomienia. W moim przypadku to były zwątpienie i strach, będące opozycją wobec prawdy i miłości. Jaki jest najlepszy sposób na pochłonięcie strachu i nienawiści? Miłość, gdyż miłość pochłonie wszystko, co jest jej niepodobne, doskonała miłość usunie wszelki strach. Jaki jest najlepszy sposób na pochłonięcie zwątpienia i kłamstw, które z niego wypływają? Jest nim prawda i pewność, która z nią przychodzi. Więc jeśli potrafisz dostroić się do swego Boskiego Płomienia i pozwolić wszystkim swoim ograniczeniom ulecieć do tego płomienia, to twój płomień je pochłonie i oswobodzi cię z nich. Przytaczam to, gdyż żeby ten proces mógł zajść, musisz być gotów poddać się woli Bożej. A wszyscy byliśmy programowani, żeby wyobrażać sobie Boga gdzieś tam w niebie poza nami, daleko od nas. Więc wszyscy byliśmy programowani, żeby wierzyć w to, że wola Boża jest poza nami. Bóg jest tą gniewną istotą z nieba, która ciągle tam stoi, grożąc palcem: "Rób to, nie rób tamtego. Pójdziesz do piekła, jeśli to zrobisz". Jest to programowanie, które musimy przezwyciężyć, bo żebyś był tym, kim jesteś, i był swoim Boskim Płomieniem, musisz przestać postrzegać wolę Bożą jako oddzieloną od swojej własnej. Do tego właśnie przeznaczony jest Różaniec Woli Bożej; to jest esencją tego różańca. (Po dalsze nauki o Woli Bożej, sięgnij do tej sekcji). Musisz uświadomić sobie, że to, co dotąd postrzegałeś jako Wolę Bożą, nie jest wolą jakiejś gniewnej istoty z nieba, jest to wola twojej duszy i twojego Wyższego Ja. Ta wola jest po to, byś był tym, kim jesteś i byś wyrażał swój Boski Płomień we wszystkich aspektach swego istnienia tutaj i byś pozwolił mu promieniować na Ziemię, i ofiarował ten dar innym. Bo kiedy dzielisz się swoim Boskim Płomieniem, to ten płomień może przebudzić duszę. Żadna ilość słów, które mógłbyś przytoczyć, nie przebudzi duszy tak jak odrobina twego płomienia. Wówczas dusze mogą zacząć ścieżkę, która może zaprowadzić je do odkrycia tego, kim są i dlaczego tu są. Więc czuję, że to, z czym mieliśmy do czynienia przez te 33 dni czuwania z Różańcem Woli Bożej (od kiedy został on przekazany, uczniowie tej witryny ukończyli czuwanie, odmawiając raz dziennie przez 33 dni Różaniec Woli Bożej) było antywolą, niższą wolą, która opiera się woli Bożej. To ten cały sposób myślenia o Bogu z nieba, który narzuca nam swoją wolę. Jest to coś, co istnieje na tej planecie od dawien dawna. Jest to bardzo mocno wkodowane w każdą kulturę na tej Ziemi,, a wychowani zostaliśmy z tym wszyscy. Wszyscy zostaliśmy zaprogramowani w ten sposób. Lecz wierzę, że ci, którzy wzięli udział w tym czuwaniu z Wolą Boga, przetarli szlak przez tę antywolę i antyumysł, dzięki czemu ułatwili drogę następcom. Wierzę, że robiąc to, musieliśmy mieć do czynienia z tymi elementami antywoli i antyumysłu, z buntem przeciwko Bożej woli i tendencją do postrzegania woli Bożej jako uciążliwej. Jestem przekonany, że w swojej świadomości wszyscy możemy mieć pewne jej elementy, z którymi się zmagaliśmy. Ale oprócz tego myślę, że każdy z nas miał do czynienia ze sprawami planetarnymi. Jesteśmy wszyscy jak czubek piramidy, a za nami, poniżej nas, jest cała piramida innych dusz, a my wytyczamy szlak, którym oni mogą pójść, bo ośmieliliśmy się pracować z tym w nas samych. I wiele razy bierzemy na siebie rzeczy, które tak naprawdę nie są naszą własną psychologią, ale częścią psychologii świata. Pokonanie opozycji wobec bycia tym, kim jesteś Jednak jeśli możesz zacząć pozwalać twemu Boskiemu Płomieniowi płynąć przez ciebie, zobaczysz, że będzie on rozpuszczał takie problemy niemalże w sposób magiczny. Jedyna sztuczka, żeby twój Boski Płomień pracował, polega na tym, że musisz mieć te sprawy rozwiązane we własnej psychice. Znasz stare powiedzenie: "Lekarzu, uzdrów się sam", a tym kontekście oznacza ono, że nie możesz rozwiązać spraw świata, dopóki nie rozwiążesz swoich własnych spraw. Więc jeśli twoim Boskim Płomieniem jest Czuła Prawda, to musisz być skłonny rozwiązać wszystkie kwestie przeciwieństw miłości i przeciwieństw prawdy we własnej istocie, zanim będziesz mógł zacząć większą misję pozwalania swemu Boskiemu Płomieniowi na przezwyciężanie strachu i zwątpienia na poziomie planetarnym. Jak powiedział Jezus, najpierw musimy usunąć belkę z naszych własnych oczu, zanim będziemy mogli usunąć drzazgę z oka świata. Jeżeli powrócimy do początkowego stwierdzenia mówiącego, że Ziemia może wydawać się planetą porzuconą przez Boga, to możemy teraz zrozumieć dlaczego. Ziemia wydaje się porzucona przez Boga dlatego, że naszym zadaniem jest być zindywidualizowanymi przedłużeniami Boga. To my mamy sprowadzić Bożą obecność na tę Ziemię, a robimy to, pozwalając naszym Boskim Płomieniom, naszemu światłu świecić przed ludźmi. Zatem tylko przez to, że tak wielu z nas zapomniało o naszych Boskich Płomieniach, Ziemia wydaje się miejscem opuszczonym przez Boga. Kiedy ty i ja, i wystarczająca liczba ludzi ośmieli się świecić wewnętrznym światłem, to ta Ziemia przemieni się w planetę, gdzie obecność Boga będzie namacalnie odczuwalna poprzez Jego synów i córki. To jest prawdziwe znaczenie zaprowadzania królestwa Bożego na Ziemi i prawdziwe znaczenie ponownego przyjścia Chrystusa. I w zasadzie tylko o to chodzi na tej witrynie. Jeśli prześledzisz pozostałe nauki z tej witryny, dostrzeżesz, że wszystkie one są zaprojektowane tak, aby pomóc ci ponownie połączyć się ze swym Boskim Płomieniem, rozwiązać wszystkie osobiste sprawy, powstrzymujące twój Płomień od przepływania przez ciebie i w końcu pomóc ci wyrazić ten Boski Płomień. To wnosi całkiem nowy wymiar do twego życia. Bycie swoim Boskim Płomieniem w działaniu jest najwyższym poczuciem celu i spełnienia. Nic innego w życiu nie zadowoli cię bardziej, bo w głębi swej duszy masz pamięć tego, kim jesteś naprawdę. Nic na tej Ziemi nigdy nie zadowoli w pełni twojej duszy, bo zadowolony możesz być jedynie przez poznanie swego Boskiego Płomienia i wyrażanie go w tym świecie. UWAGA: Swój Boski Płomień możesz odkryć dzięki intuicyjnym wskazówkom. Ten dział zawiera narzędzia do zharmonizowania twego umysłu z twoim Chrystusowym ja. W tym procesie ważnym narzędziem jest również Różaniec Woli Bożej. Copyright © 2005 by Kim Michaels |