PYTANIA:

Pytania o Boga
Królestwo duchowe
Pytania Jezusa
Tożsamość Jezusa
Życie Jezusa
Nauki Jezusa
Jezus dziś
Wczesne chrześcijaństwo
Współczesne chrześcijaństwo
Fakty biblijne i ich interpretacje
Tradycyjne nauki duchowe
Współczesne nauki duchowe
Duchowi nauczyciele przeszłości
Nowi nauczyciele duchowi
Progresywne objawienie i channeling
Ogólnie o religii
Praktyki religijne
Dobro i zło
Dusza
Ogólnie o psychologii
Uzdrawianie problemów psychologicznych
Ogólnie o rozwoju duchowym
Posługiwanie się narzędziami duchowymi
Chodzenie ścieżką duchową (ogólnie)
Ścieżka do Chrystusostwa
Przezwyciężanie ego
Życie praktyczne
Ogólnie o ludzkich związkach
Miłość i seksualność
Sprawy planetarne
Przepowiednie
Różne
O tej witrynie

Pytanie: Zapytam o znaczenie długiej i bolesnej śmierci. Mój przyjaciel umarł wczoraj z powodu guza w mózgu. Dowiedział się o tym siedem tygodni temu i podczas tego okresu bardzo cierpiał. Stracił swe człowieczeństwo i stał się jak roślina. Jaki sens ma taka śmierć dla nas i jak my, obcujący z takimi ludźmi, możemy im pomagać w takiej sytuacji?


UWAGA: Odpowiedzi udzielono 19 maja 2007 r. w czasie konferencji Shangra-la w Irlandii.

Odpowiedź Jezusa:

To jest pytanie, które dotyka wielu różnych tematów i dlatego naprawdę zasługuje na dłuższą odpowiedź. Ale tutaj dam wam krótką odpowiedź i być może powiem więcej na witrynie.

Jedna duża część odpowiedzi to zawsze karma. Są ludzie, którzy są odważnymi duszami, które chcą poczynić szybkie postępy. I deklarują na wewnętrznych poziomach, albo przed przyjściem na świat, że wezmą na siebie ciężką chorobę, by zrównoważyć tyle karmy, ile będą mogli do końca obecnego wcielenia i przez to uzyskać lepszą sytuację w następnym życiu. Są nawet tacy, którzy mogą przyjąć taką chorobę, by ostatecznie zrównoważyć karmę, która zakwalifikuje ich do wniebowstąpienia.

W grę mogą wchodzić także sprawy psychologiczne, gdzie są ludzie, którzy ofiarują się przyjąć trudne warunki, by jakoś pomóc innym ludziom przez wzbudzenie współczucia albo pragnienia, by pomóc. Widzicie, moi ukochani, największy wróg wzrostu duchowego to naprawdę egocentryzm. Gdyż ego jest tak całkowicie skupione na sobie, że staje się czarną dziurą. Staje się układem zamkniętym, o którym Saint Germain wspominał, gdy przekazywał swe piękne nauki o drugim prawie termodynamiki.

Dlatego duchowi nauczyciele ludzkości wymyślali wiele sposobów, by pomóc ludziom pokonać egocentryzm przez poczucie w końcu jakiegoś współczucia dla innych, co by skłaniało ich do pomagania innym zamiast skupiania się na sobie. Toteż są naprawdę tacy, którzy zaofiarowali się wziąć na siebie pewne stany -- takie jak ten -- by wzbudzić współczucie w innych.

[Dodane 22 czerwca 2007] Są, oczywiście, też ludzie, którzy nie chcieli brać niczego, a których karma po prostu stała się tak ciężka, że przejawiła się jako wyniszczająca choroba. Ci ludzie nie byli chętni słuchać jakichkolwiek duchowych nauk -- często od wielu wcieleń -- i tak ich karma musi spaść na nich, by dać im kolejną okazję do zmiany kursu w życiu. My, którzy jesteśmy duchowymi nauczycielami ludzkości, służymy Ziemi głównie po to, by dać ludziom alternatywę nauki na podstawie własnej karmy. Niestety, niewiele możemy zrobić, kiedy ludzie nalegają na zapisanie się do szkoły brania cięgów.

Jest też psychologiczny element pokazywania, że życie jest więcej niż fizyczne. I to jest coś, co zaistniało w społeczeństwie nowożytnym. Gdyż co widzicie w nowoczesnej medycynie? Widzicie próbę stworzenia sytuacji, w której choroba i cierpienie chowane są przed widokiem ludzi.

Prawie widzicie to przy obu końcach życia, moi ukochani, gdzie w niektórych społecznościach mówienie o akcie prokreacyjnym jest tabu, tak że, dosłownie, ludzie uwierzyli, że dzieci przynosi bocian. I nawet we współczesnych czasach jest dużo dzieci, które nie mają żadnego pojęcia, skąd biorą się dzieci. Innymi słowy, nagle pojawiacie się, a pewnego dnia umieracie i znikacie.

Pomimo tego, rzeczywistość jest, oczywiście, taka, że to, co tworzycie w swojej świadomości, musicie doświadczyć fizycznie. Gdyż wszechświat jest lustrem. Toteż to, co nowoczesna medycyna czyniła, moi umiłowani, to próbowała stworzyć stan, gdzie będzie mogła wyleczyć jakąkolwiek dolegliwość albo stępić ból, aby tylko ludzie nie doświadczali konsekwencji swego stanu świadomości.

Ale -- znowu -- każda choroba jest przejawem jakiegoś stanu w świadomości. I w wielu przypadkach choroba może naprawdę sprawić, że ludzie zdadzą sobie sprawę z tego, że muszą się zmienić, że muszą przewartościować swoje życie. I to może spowodować wzrost, który inaczej by nie nastąpił, gdyby byli zdrowi i skupiali się na prowadzeniu dobrego, według nich, materialnego życia.

Więc to wiąże się z poprzednim pytaniem o cierpienie. Gdyż są ludzie, którzy inaczej się nie nauczą. Nie nauczą się poprzez duchową naukę ani wewnętrzne podpowiedzi swego Chrystusowego ja. I w takim przypadku fizyczne królestwo, energia Matki, staje się ich nauczycielem. I dlatego ich ciała zaczynają odzwierciedlać niedoskonałe psychologiczne warunki, jak znowu jest wyjaśnione w nowej książce, która mówi o związku między fizycznymi chorobami a psychologicznymi stanami.

Tak, moi umiłowani, może być jakiś psychologiczny sens w widzeniu, że niektórzy ludzie doświadczają tego cierpienia poważnej choroby. Oczywiście, wolelibyśmy, żeby ludzie uczyli się przez nauki duchowe, a nie widzieli, jak ich własna świadomość przejawia się w ten ekstremalny sposób. Ale kiedy ludzie nie chcą wyciągnąć wniosków, to musimy pozwolić, by prawo wolnej woli zagrało tak, by zrozumieli, że życie nie zawsze jest łatwe i że nie można naprawdę uniknąć konsekwencji własnych wyborów. Nie możecie stale neutralizować się środkami przeciwbólowymi i nie doświadczać niczego. To jest moja odpowiedź na teraz.

Jedno dopowiedzenie: Co do odpowiedzi na pytanie co możecie zrobić, by pomóc takim ludziom, to możecie być w pokoju. Tak że kiedy jesteście z nimi, nie wpadacie w żadną z dualistycznych pułapek. Jedną z nich jest ludzka sympatia, drugą bycie drętwym, tak że nie czujecie niczego.

Możecie pozwolić sobie poczuć pokój wewnętrzny, który daje wam prawdziwe współczucie. I możecie wtedy usiłować pomóc i zainspirować tych ludzi, by ponownie przewartościowali swe życie, o ile będą w stanie się nad tym zastanawiać. Kiedy nie są w stanie myśleć jasno, to znów możecie być w pokoju i utrzymywać duchową równowagę dla nich.

I oczywiście, możecie na pewno mówić różańce, żeby dusza na wewnętrznych poziomach została obudzona na przerobienie swej lekcji -- nawet jeśli zewnętrzny umysł nie może nauczyć się tego z powodu utraty jasności myślenia. Możecie też pracować z ludźmi kręcącymi się wokół tamtych chorych i próbować pomóc im ponownie zastanowić się nad swoim życiem i zyskać bardziej duchową perspektywę.

Dodatkowa odpowiedź, 22 czerwca 2007:

Doświadczanie ciężkiej choroby albo oglądanie ludzi, którzy przechodzą ciężką chorobę i ekstremalne cierpienie -- nawet tak, że osoba kochana przekształca się w coś, co ledwie przypomina ludzką istotę, a z pewnością nie osobę, którą się znało -- oczywiście wpływa na emocje. Wiele osób może z tego powodu doświadczyć traumy i jedyne co mogą zrobić, to zamknąć emocje i zdrętwieć na emocjonalny ból przechodzenia choroby albo bycie świadkiem cierpienia. To niechybnie będzie przesłaniać zdolność do jasnego myślenia o całej sytuacji.

Inną powszechną reakcją jest to, że występują bardzo silne uczucia, choć przeważa uczucie bycia sparaliżowanym, bezsilnym, by spowodować pozytywną zmianę i pozbyć się uczucia, że to jest niesprawiedliwe. Ten paraliż z powodu zewnętrznej sytuacji jest wtedy często kanalizowany jako wewnętrzny gniew albo wściekłość, które ostatecznie mogą stać się tak intensywne, że muszą zostać uwolnione, i w konsekwencji są kierowane przeciw komuś. Niektórzy chorzy złoszczą się na swych bliskich lub nawet opiekunów. Inni wyrażają gniew wobec Boga, często pytając z wielkim oburzeniem, dlaczego Bóg pozwolił, by przydarzyło się to właśnie im.

Chcę powiedzieć, że choć obie reakcje są zrozumiałe, to rzeczywiste pytanie brzmi: Czy te reakcje złagodzą cierpienie ludzi i polepszą ich stan fizyczny, czy też tylko pogorszą sprawę?

My, Wniebowstąpiony Zastęp, w żaden sposób nie jesteśmy nieczuli na ludzkie cierpienie. Faktycznie, jako reprezentant Kosmicznego Chrystusa dla Ziemi, ja, Jezus, naprawdę czuję - na szczególnym poziomie mej istoty -- cierpienie każdej ludzkiej istoty na Ziemi. Jak powiedziałem 2 000 lat temu:

Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili (Mt 25: 40).

Jednak jestem też w pełni świadomy, że jestem więcej niż cierpieniem i że ludzie na Ziemi są czymś więcej niż cierpieniem. Tak więc wyraźnie widzę, że dla uniknięcia cierpienia ludzie na Ziemi muszą połączyć się z rzeczywistością, że są czymś więcej, z rzeczywistością, którą opisałem słowami:

I nie powiedzą: Oto tu jest albo: Tam. Oto bowiem królestwo Boże jest w was (Łk 17: 21).

Więc choć czujemy Boskie współczucie dla ludzi, którzy cierpią, nigdy nie gubimy się w takim współczuciu i zawsze utrzymujemy wizję, że ludzie wzrosną w świadomości i przez to przezwyciężą zewnętrzne ograniczenia.

Tylko przez zagłębianie się w siebie możecie zrozumieć, że wasza całkowita istota, to coś więcej niż ograniczone ja, które jest wetknięte w ciało fizyczne, ciało, które przechodzi chorobę albo jest świadkiem choroby innych. Zdanie sobie sprawy z tego bardzo zależy od podniesienia waszej świadomości, powiększenia waszego zrozumienia życia. I składa się na to pewna doza racjonalnego myślenia o sytuacji -- co będzie niemożliwe, kiedy zamkniecie się umysłowo lub emocjonalnie albo kiedy pozwolicie, żeby wasze emocje dziczały od gniewu lub obwiniania. W pełni zdaję sobie sprawę z tego, że ta nauka nie będzie mogła pomóc każdemu, ale pozwólcie mi zasugerować, jak ludzie, którzy nie porzucili racjonalnego myślenia, mogliby się zachować.

Jak wyjaśniłem gdzie indziej, wasze emocje są na niższym poziomie niż wasze ciało mentalne. Więc kiedy ukrywacie swe emocje albo pozwalacie im się wyżywać, to rzeczywisty powód jest w waszym ciele mentalnym. I jest nim fakt, że nie możecie znaleźć sensu w sytuacji, której nie rozumiecie -- a przez to nie możecie zaakceptować. Czujecie, że sytuacja jest niesłusznie nałożona na was przez jakąś zewnętrzną siłę: życie, los albo Boga.

Pozwólcie mi zasugerować, że powodem, dla którego tyle osób w nowoczesnym społeczeństwie nie może zrozumieć i przyjąć cierpienia, jest to, że żaden z dominujących systemów wiary tego społeczeństwa -- przez co mam na myśli zarówno główny nurt chrześcijaństwa, jak i materialistyczną naukę -- nie może dać im wystarczającej odpowiedzi. Ponieważ ludzie nie mają odpowiedzi, ich ciała mentalne są sparaliżowane i przez to nie mogą kontrolować swych ciał emocjonalnych.

Więc nawet jeśli ludzie mogą być bardzo emocjonalni i nawet jeśli może być bardzo trudno zapanować nad emocjami, kiedy wymkną się spod kontroli, to jedyną realistyczną odpowiedzią jest zacząć od zmienienia waszego poglądu na cierpienie i chorobę, co wymaga, byście wyszli poza światopogląd przedstawiany zarówno przez religię, jak i naukę.

Gdzie zacząć? Cóż, nie ma aktualnie lepszego miejsca niż książka Maryi, w której wyjaśnia ona podstawową realność życia:

  • Wasz umysł ma zdolność tworzenia obrazów mentalnych.
  • Dano wam wolną wolę, byście tworzyli takie obrazy, jakie chcecie.
  • Wszechświat utworzony jest z jednej substancji, nazywanej światłem Ma-ter. Ta substancja może przybrać dowolną formę.
  • Światło Ma-ter tworzy rodzaj kosmicznego lustra. Jakikolwiek obraz utrzymywany w waszym umyśle -- nawet poniżej progu świadomości -- zostanie nałożony na światło Ma-ter, które przyjmie materialną formę odpowiadającą waszemu obrazowi.
  • Każdego obrazu utrzymywanego w waszym umyśle, ostatecznie doświadczycie w formie materialnych okoliczności.
  • Kluczem do zmieniania waszych materialnych okoliczności jest zmienić obrazy w waszym umyśle, to znaczy na wszystkich czterech poziomach umysłu.

Rozumiem, że ten obraz świata jest w całkowitym kontraście wobec obrazu świata danego ludziom zarówno przez religię, jak i naukę. Światopogląd, w którym was wychowano, ma spacyfikować was tak, byście myśleli, że nie macie żadnej kontroli nad waszym przeznaczeniem i fizycznymi okolicznościami. To jest wyjaśnione w dokładniej gdzie indziej, więc tu nie będę wchodzić w szczegóły.

Jeżeli zachorujecie i pójdziecie do duchownego, to powie wam, żebyście pomodlili się, a jeśli modlitwa nie pomoże, to prawdopodobnie nic więcej nie można zrobić. Jeżeli pójdziecie do lekarza, to powie wam, żebyście użyli nowoczesnego leku, a jeśli to nie pomoże, to nic nie można zrobić. Oba systemy wiary pacyfikują was przez zaprzeczenie, że jesteście odpowiedzialni za waszą chorobę, że odzwierciedla ona warunki w waszym umyśle i że możecie zmienić stan fizyczny przez wystarczające zmienienie waszego wewnętrznego stanu.

Problemem jest to, że obie filozofie nauczyły ludzi, że oni nie są ostatecznie odpowiedzialni za swoje życie i to jest wiadomość, którą ludzkie ego uwielbia słyszeć. Więc rozumiem, że ludziom może być trudno się przestawić i uznać fakt, że KAŻDA materialna okoliczność jest stworzona przez ich umysł i dlatego może zostać od-stworzona przez zmienienie umysłu.

Rozumiecie, co mówię? Religia powiada, że choroba jest spowodowana przez zewnętrzne okoliczności i jeśli modlitwa nie pomaga, to nie macie wyboru. Nauka powiada, że choroba jest spowodowana przez zewnętrzne okoliczności i jeżeli lek nie pomaga, to nie macie wyboru. Oba podejścia prowadzą do paraliżu, a jak wyjaśniłem wcześniej, cierpienie jest spowodowane przez taki paraliż.

Światopogląd, który ja sugeruję, usuwa ten paraliż przez stwierdzenie, że jakakolwiek forma cierpienia niesie możliwość przerobienia ważnej lekcji w życiu, lekcji, która przyniesie wam korzyść daleko wykraczającą poza to wcielenie i wasz aktualny stan cierpienia. Oczywiście, ceną, którą musicie zapłacić, jest konieczność wzięcia całkowitej odpowiedzialności za wasze życie. Jednak kiedy to zrobicie, to już nigdy nie będziecie czuć się sparaliżowani. Tak, wasze cierpienie się zmniejszy albo zostanie zastąpione radosnym skupieniem uwagi na wzroście.

Ponadto, w miarę angażowania się w odkrywanie i przerabianie lekcji ukrytej za zewnętrzną sytuacją, jest całkowicie możliwe, że przezwyciężycie powód, który stworzył materialną chorobę. I to może dosłownie sprawić, że choroba -- nieważne jak ciężka – zniknie, jak gdyby cudem. Jednak naprawdę nie ma żadnych cudów, jest tylko stosowanie naturalnych praw, które wykraczają poza to, co jest aktualnie znane zarówno przez naukę, jak i religię.

Prawda jest taka, że jeżeli osoba jest chora i akceptuje którykolwiek z dominujących w nowoczesnym społeczeństwie systemów wiary, to nieuniknionym skutkiem będzie paraliż. To zablokuje uzdrowienie stanu w umyśle, który spowodował chorobę, a przez to skutecznie przeszkodzi w kuracji. Rozważcie, ilu ludzi wierzy w swych lekarzy, kiedy usłyszą, że mają nieuleczalną chorobę. I przez zaakceptowanie tego blokują możliwość uzdrowienia sytuacji.

Bądźcie świadomi, że ja tutaj nie mówię o fałszywej nadziei promowanej przez tylu chrześcijańskich pastorów. Odmawianie modlitw -- nawet jeśli cały kościół modli się za was -- po prostu nie wystarczy. Czy widzicie, że to jest po prostu wyraz pacyfikującego systemu wierzeń, który mówi, że Bóg, Maryja albo ja muszą wyleczyć waszą chorobę przez cud? W rzeczywistości, wy jesteście jedynymi, który muszą spowodować ten "cud", cud zmiany dokonanej w waszym umyśle, która zmieni warunki materialne.

Czy widzicie, że zarówno nauka, jak i religia mówią wam, że świat materialny jest rzeczywisty i że materialne warunki mają ostateczną realność? Ja mówię tu, że świat materialny przejawia się tylko tymczasowo i naprawdę nie ma żadnej większej realności niż ta, którą obdarzacie go w swoim umyśle. Całe cierpienie na Ziemi zostało stworzone w ludzkim umyśle. To, co ludzki umysł stworzył, ludzki umysł może od-stworzyć -- ale tylko wtedy, kiedy ludzki umysł zostanie przeobrażony w umysł Chrystusa. To zdarzy się dopiero wtedy, kiedy odkryjecie i w pełni zaakceptujecie, że królestwo Boże jest wewnątrz was i że królestwo Boże jest blisko, to znaczy, że możecie podnieść swą świadomość właśnie teraz i przez to właśnie teraz zmienić wasze zewnętrzne warunki.

Wtedy będziecie zdolni do utrzymywania niepokalanej wizji -- jak Maryja wyjaśnia w swej książce -- dla siebie lub innych. To jest największa rzecz, którą możecie zrobić dla kogoś, a to obejmuje nieuznawanie nigdy żadnego fizycznego ograniczenia za rzeczywiste, ale zawsze skupianie się na pozytywnej wizji i absolutnej wiedzy -- poza normalną wiarą -- że światło Ma-ter w końcu odzwierciedli doskonały obraz, który na nie nałożycie. Jednak aby w pełni utrzymywać niepokalaną wizję, nie możecie być domem podzielonym i dlatego przede wszystkim musicie usiłować rozwiązać psychologiczne warunki, które stworzyły chorobę.

Kiedy uświadomicie sobie to, co tu opisałem -- uświadomicie w sposób wykraczający poza wiarę, ponieważ sposób ten opiera się na stosowaniu klucza wiedzy -- poznacie prawdę w moim oświadczeniu, że z ludźmi to jest niemożliwe, ale z Bogiem wszystkie rzeczy są możliwe. Ta cała witryna jest dedykowana pomaganiu wam w odkrywaniu i akceptowaniu tej rzeczywistości, więc studiujcie i stosujcie!

 

Copyright © 2007 by Kim Michaels