Na tej stronie:

Jak poddać się Bogu

Pytanie od czytelnika: Drogi Kimie, pomyślałam, że przyjęłabym ofertę Jezusa, by zapytać cię o duchowe inicjacje. Naprawdę chcę otrzymać te opisy ścieżki Chrystusostwa. One są bezcenne i tak inspirujące. Moje pytanie jest takie: Jak myślisz, co było ważnymi krokami, które nakłoniły cię do całkowitego, bezwarunkowego poddania -- poddania wszystkich oczekiwań i pragnień? Proszę bardzo, rozwiń moje pytanie.
Z miłością, Mary

Odpowiedź Kima: To jest prawdopodobnie centralne pytanie dotyczące ścieżki duchowej, więc czuję, że to pytanie wymaga wszechstronnej odpowiedzi. Problemem jest to, że będzie to długa odpowiedź, więc może czytajcie ją w małych kawałkach. Innym problemem jest to, że proces mógłby wydawać się tak złożony, że stałby się przygniatający. Jednak w rzeczywistości każdy z nas ma jedną główną przeszkodę, która stoi na drodze naszego poddania. Często mamy mniejsze problemy, które muszą być poddane, zanim będziemy mogli dostać jasne spojrzenie na ten duży. Moglibyście porównać to z przesunięciem ogromnego głazu, który jest trzymany na miejscu przez wiązkę mniejszych skał i ziemi. Musicie usunąć małe kamienie, zanim będziecie mogli wziąć się do pracy nad dużym. Chodzi o to, że jeżeli skupiacie się na robieniu jednego wykonalnego kroku na raz, to cała praca nie będzie tak przytłaczająca.

Miejcie na uwadze, że kroki, które opisuję poniżej, miały miejsce w ciągu 25 lat. Niektórym może to zająć mniej czasu, innym więcej, ale chodzi o to, że musicie stale iść, aż się przebijecie. Miałem dużo okresów, w których czułem, że stoję w miejscu. Jednak podtrzymywało mnie motto, które usłyszałem dawno temu: "Od tego miejsca, naprzód!". Co znaczyło, że nieważne, jak myślisz, że jest, zawsze zrób jeden krok więcej, niż uważasz, iż jest możliwe albo konieczne.

Jest stare powiedzenie, że najciemniejsza godzina to godzina przed świtem i tak jest na ścieżce duchowej. Zawsze tuż przed przebiciem się do nowego poziomu wydaje się, że jest najgorzej, więc nigdy nie możecie pozwolić sobie, by zrezygnować. Musicie kontynuować marsz i wtedy nagle przebijecie się, i nastąpi poddanie. Wtedy poczujecie się tak, jakbyście puścili ogromny ciężar, który nieśliście, i poczujecie się znacznie bardziej wolni i żywi.

Gdy dojdziemy do zupełnego oddania się Bogu, to byłoby naiwne myśleć, że na tym kończy się proces poddawania. Tak długo, jak będziemy we wcieleniu tutaj na Ziemi, poddanie się będzie ciągłym procesem. Musimy stale oddawać się i pilnować, by nie tworzyć nowych przywiązań. Kiedy raz naprawdę zrozumiecie to poddanie się -- chociaż to słowo brzmi biernie – to zobaczycie, że jest ostateczną mocą na ścieżce duchowej, zdecydowanie zauważycie, że jest łatwiej. Im bardziej oddajecie się, tym łatwiej poddać więcej. To jest jak wspinanie się na górę stromym szlakiem, gdzie nagle uświadamiacie sobie, że wasze kieszenie są pełne piasku. Wyrzucacie trochę piasku i czujecie się lżejsi. Ile czasu trzeba, by zrozumieć, że im więcej piasku "oddacie", tym łatwiejsze będzie wspinanie się ścieżką?

Ktoś mógłby powiedzieć, że tutaj jest klucz, i wystarczy na tym zakończyć artykuł. Że kluczem jest uprzytomnienie sobie, że to, co powstrzymuje nas na ścieżce duchowej, to niesiony bagaż. To nasze psychologiczne rany i nasze ograniczające poglądy na swój temat, na temat Boga i świata. Jakiś czas temu zdałem sobie sprawę z tego, że z powodu wolnej woli, nikt -- nawet Bóg -- nie może zabrać tego bagażu ode mnie. Rzeczywistość jest taka, że kiedyś w przeszłości podjąłem decyzję, która nie była możliwie najlepszą decyzją, bo ograniczyła mnie do dziś. Nie uwolnię się od tamtej decyzji i jej ograniczających skutków, dopóki nie zastąpię jej lepszą decyzją. Jednak zasadnicza część tego procesu to puścić starą decyzję, po prostu zostawić ją za sobą.

Jestem pośród duchowych poszukiwaczy od 30 lat i widziałem, jak ludzie różnie podchodzą do ścieżki. Niektórzy wierzą, że mogą się wzmocnić i że przez wykonywanie pewnych technik albo uczestniczenie w pewnych kursach automatycznie zrobią postępy. Jednak wyraźnie zauważyłem, że nie zrobicie postępów, dopóki nie poddacie jednego z waszych niedoskonałych poglądów. Tylko wtedy głaz zacznie się toczyć, tak że już nie będzie blokować przepływu strumienia życia przez waszą świadomość.

Mówię, że kluczową refleksją dla każdego duchowego poszukiwacza jest to, że nie możecie wziąć Nieba siłą. Możecie "wziąć" Niebo tylko przez puszczenie poglądów, które powodują, że czujecie, iż nie jesteście w Niebie -- poglądów, które sprawiają, że "bierzecie" coś na Ziemi. Dlatego Jezus powiedział, że jeżeli usiłujecie zachować własne życie, stracicie je, ale jeżeli jesteście chętni utracić życie -- to znaczy nasze przywiązania do czegoś w tym świecie -- to znajdziecie życie wieczne. Lubię powiedzenie, że do Nieba zaprowadzi was nie to, czego się trzymacie, ale to, co puścicie.

Kiedy naprawdę zrozumiecie rzeczywistość wolnej woli, zobaczycie, że Bóg nie zmusi was do wejścia do Nieba. Wy musicie postanowić wejść. Jednak by wejść w świadomość "Nieba", musicie być chętni zostawić na dobre świadomość "Ziemi", świadomość dualizmu, ponieważ nie możecie służyć dwóm panom. I zanim będziecie mogli trwale pozostawić za sobą niższą świadomość, po prostu musicie puścić jakiekolwiek przywiązania, które macie. Tak naprawdę, dopóki dobrowolnie nie poddacie wszystkich przywiązań do Ziemi i świadomości Ziemi, dopóty nie zrobicie końcowego kroku w świadomość Chrystusową.

Tak się złożyło, że widziałem wielu duchowych poszukiwaczy, którzy nie zrozumieli tej koncepcji. Niektórzy przez dekady szli za pewną nauką albo praktyką i robili wszystko zgodnie z zewnętrznymi regułami. Niektórzy z nich naprawdę myślą, że zrobili wielki postęp i że są zaawansowanymi duchowymi poszukiwaczami. Jednak w rzeczywistości oni tylko użyli duchowej nauki i praktyki do zbudowania grubszych ścian przywiązań dookoła swych umysłów. I dlatego Jezus mówił, że jeżeli nie stajemy się jak małe dzieci -- i przestaniemy nadymać się, uważając się za tak zaawansowanych, że już nie musimy przerabiać podstawowego kroku poddawania wszystkiego Bogu -- nie wejdziemy do królestwa.

W moim przypadku kilka spraw ułatwiło mi poddanie się Bogu i chciałbym opisać niektóre z nich.


Świadomość globalna
Ostatnio czytałem o Lance’u Armstrongu, amerykańskim kolarzu, który przezwyciężył raka i wygrał sześć razy z rzędu Tour de France. Opisuje on, jak zaczął leczenie raka i na początku wszystkie jego pytania do lekarzy i pielęgniarek były skupione wokół niego samego i szans na przeżycie. Jednak po kilku miesiącach leczenia jego pytania stopniowo skierowały się na samą chorobę i na to, jak pomóc innym ludziom wyzdrowieć. Jego główna pielęgniarka w końcu powiedziała: "Lance, myślisz globalnie".

Wierzę, że wielu ludzi, którzy są otwarci na ścieżkę duchową, rodzi się z tą globalną świadomością. Ja urodziłem się w 1957 roku, więc kiedy zastrzelono prezydenta Kennedy'ego, miałem około sześciu lat. Mieszkałem w Danii i Ameryka wydawała się odległym krajem. Nie pisało się o niej dużo w duńskiej prasie i postrzegałem ją głównie jako kraj kowbojów i Indian. Jednak kiedy usłyszałem o zabójstwie Kennedy'ego, to coś we mnie zostało poruszone. Nagle zdałem sobie sprawę z tego, że obchodzi mnie to, co się dzieje na świecie. I to nie było egocentryczne zainteresowanie, ale obszerniejsza świadomość.

Dania jest raczej spokojnym krajem i nikt nie myśli o wojnie. Ale moja matka miała broszurę zatytułowaną Gdyby wybuchła wojna, gdzie mówiło się o tym, jak poradzić sobie z wojną. Czasami czytałem ją i byłem głęboko przejęty perspektywą wojny, głównie dlatego, że czułem, iż może ona zniszczyć tyle wartości i piękna, piękna ludzi i przyrody.

Choć w Danii mówiło się trochę o wojnie konwencjonalnej, to o wojnie nuklearnej prawie wcale. Jednak moja matka miała książkę, która opisywała ważne światowe zdarzenia i jednym z nich było zbombardowanie Hiroszimy. Książka bardzo mnie fascynowała, ale szczególnie niepokoiła mnie perspektywa wojny nuklearnej, czego z pewnością nie przekazano mi z zewnątrz.

Myślę, że większość duchowych poszukiwaczy ma tę rozszerzoną świadomość. Po prostu wiemy, że nie mamy tutaj żyć zwyczajnie: dorastać, szukać pracy, mieć dzieci, kupić dom i tak dalej. Choć możemy robić wszystkie te rzeczy, to wiemy, że w życiu jest coś więcej. Jest cel naszego osobistego życia i ma on pomóc przesunąć całą planetę na wyższy poziom.

Myślę, że jak stałem się bardziej świadomy tej globalnej świadomości, odkryłem więcej z mojego boskiego planu i kursu, który nakreśliła moja dusza, zanim się wcieliłem. To dało mi determinację, by nie pozwalać, aby coś stanęło na drodze spełnienia mego boskiego planu. Jako przykład podam, że nigdy nie troszczyłem się o gromadzenie pieniędzy i byłem chętny zaniechać zarówno bezpiecznej pracy, jak i obiecującej kariery, by zająć się rozwojem duchowym. Faktycznie, kilka razy musiałem zacząć od nowa z niczym.

Więc pierwszym elementem całkowitego poddania się jest związanie się ze swoim boskim planem, gdy możecie ustawić swoje priorytety. Co jest najważniejsze: materialistyczne życie, czym zainteresowana jest większość osób wokół was, czy dążenie do wyższego celu? Czy naprawdę chcecie żyć tylko dla siebie, czy chcecie przyczynić się do postępu rodzaju ludzkiego i planety?

Wszyscy słyszeliśmy powiedzenie: "Myśl globalnie, działaj lokalnie". Ale ja myślę, że powinno ono brzmieć: "Myśl globalnie, działaj globalnie". Działajcie, jak gdyby wasze życie i wasza świadomość miały wpływ na całość i jeżeli wzniesiecie się do wyższego poziomu świadomości, to możecie pomóc podnieść całość. Żaden z nas nie może tego zrobić w pojedynkę, ale jeśli nikt z nas nic nie zrobi, to nic się nie zdarzy.


Rzeczywisty klucz do ulepszania Ziemi
Nawet jako dziecko często myślałem o tym, jak ulepszyć życie wszystkich ludzi. W dzieciństwie fantazjowałem, jak uwolnić świat od wszelkich problemów, od choroby po wojnę. Nawet śniłem o posiadaniu wyspy, gdzie mógłbym założyć idealny kraj, w którym każdy byłby traktowany uczciwie. Jak nastolatek uczęszczałem do gimnazjum, które jest trzyletnią szkołą, podobną do amerykańskiej high school. Były trzy profile: językowy, matematyczny i politologia. Wybrałem ten ostatni i miałem zamiar zaangażować się w politykę. Przez parę lat miałem poważny zamiar zostać członkiem parlamentu i często mówiłem do moich przyjaciół: "Tylko poczekajcie, aż zostanę premierem...".

Jednak po paru latach nagle straciłem zainteresowanie polityką. Poczułem, że czegoś brakuje i że polityka jest bardziej nastawiona na zawieranie kompromisów -- czyli robienie wszystkiego, by utrzymać się u władzy lub by podążać za linią partii -- niż na robienie tego, co jest zgodne z wyższymi zasadami. Po prostu przestałem myśleć o angażowaniu się w politykę i kilka miesięcy później znalazłem książkę "Autobiografia jogina" autorstwa Paramahansy Yoganandy. Ta książka dała mi wiele zewnętrznych potwierdzeń tego, co zawsze czułem w swoim sercu. Szczególnie zaś pobudziła mnie do uświadomienia sobie, że polityka to nie ostateczny klucz do ulepszania społeczeństwa. Zrozumiałem, że prawdziwy klucz to świadomość, mianowicie by podnieść naszą świadomość, indywidualnie i zbiorowo.

Zobaczyłem bardzo wyraźnie, że walki o władzę polityczną trwają od tysiącleci i nie jesteśmy bliżsi stworzenia rzeczywistego pokoju na Ziemi. Zamiast tego po prostu zbudowaliśmy potężniejsze narzędzia walki, by szybciej zabić więcej ludzi. Jako nastolatek dowiedziałem się o holocauście i byłem głęboko tym poruszony. Nie mógłbym zgłębić, jak człowiek mógł zrobić to człowiekowi, jednak zrozumiałem, że nie zdarzyło się to po raz pierwszy w historii. Także zdałem sobie sprawę z tego, że polityczne, ekonomiczne albo wojskowe środki nie mogły zatrzymać tych okrucieństw. Stało się dla mnie jasne, że jedyne sensowne rozwiązanie to podniesienie świadomości zbiorowej rodzaju ludzkiego. A jedyny sposób, by podnieść świadomość zbiorową, to podnieść indywidualną świadomość. To musiało zostać zrobione przez pojedyncze osoby, co uświadomiło mi, że muszę zacząć od siebie.

Od tego czasu najważniejszym celem mojego życia stało się podniesienie mojej świadomości, bym mógł przyczynić się do podniesienia świadomości zbiorowej. Moim celem stało się osiągnięcie najwyższego możliwego stanu duchowości, bym mógł utworzyć magnes i zainspirować innych do podniesienia ich świadomości. Wcześnie zdałem sobie sprawę z tego, że nie możecie sfałszować duchowości i że musicie doświadczyć jej, by nauczyć tego innych. I tak w wieku 18 lat zaniechałem robienia doczesnej kariery, gromadzenia dóbr i prestiżu, i zamiast tego moja kariera miała polegać przede wszystkim na rozwoju duchowym.


Uniwersalność
Czytanie książki Yoganandy przebudziło mnie duchowo, ale nie w tym sensie, że książka przekonała mnie o czymś. Obudziła moje wewnętrzne poczucie wiedzenia, zdolność, którą, jak wierzę, mamy wszyscy jako integralną część naszych dusz. Książka pomogła mi zapamiętać, że jest alternatywa materialistycznego stylu życia prowadzonego przez większość ludzi. Jest nią uniwersalna ścieżka, która prowadzi nas ku wyższemu stanowi świadomości i przez chodzenie nią możemy ostatecznie uniknąć wszystkich iluzji, które chwytają w pułapkę większość ludzi. Książka też pomogła mi zapamiętać, że za wszystkimi zewnętrznymi religiami świata kryje się wewnętrzny ruch i że ten ruch jest naprawdę uniwersalny. Zdałem sobie sprawę z tego, że za tym ruchem stoi grupa duchowych istot, mianowicie tych, których Jezus na tej witrynie nazywa Wniebowstąpionym Zastępem.

W wieku 18 lat wydawało mi się zupełnie oczywiste, że świat wszedł w okres, gdzie ludzie zaczynają budzić się na istnienie ścieżki duchowej. Wtedy myślałem, że wszyscy ludzie zostaną obudzeni w ciągu kilku dekad. Już tak nie myślę, gdyż zrozumiałem, że wystarczy obudzić tylko krytyczną masę ludzi, by zmienić świat. Także wtedy zdałem sobie sprawę z tego, że to przebudzenie nie może być dokonane przez jedną osobę pracującą samotnie. Potrzebna jest wspólnota, organizacja.

Wiedziałem, że taka organizacja nie mogłaby być religią w tradycyjnym sensie, ponieważ dorosłem z ostrym poczuciem ograniczeń zorganizowanej religii. Moi rodzice byli bardzo podejrzliwi wobec zorganizowanej religii, wierząc, że ma ona wiele skaz i często pokazuje dużo hipokryzji. Osobiście byłem niezwykle zaniepokojony, dowiedziawszy się, ile wojen wzniecono w imię Boga. Zwłaszcza nie mogłem zrozumieć, jak chrześcijanie, na przykład w krucjatach, mogli zabijać innych ludzi w imię Chrystusa. Było dla mnie oczywiste, że w tej epoce potrzeba nie kolejnej ortodoksyjnej religii, ale organizacji z dużą ilością uniwersalnych posłań i z uniwersalnym podejściem.

Niebawem po przeczytaniu książki Yoganandy spotkałem ludzi związanych z Medytacją Transcendentalną (TM). Najpierw mnie to zafascynowało, ponieważ to było bardzo uniwersalne podejście. Wszystkie nasze problemy są spowodowane przez stres, a przez medytację możemy usunąć stres, przez to rozwiązując wszystkie problemy. TM też posługiwała się wieloma naukowymi badaniami, by udowodnić efekty medytacji, i to też wydawało się uniwersalnym sposobem budzenia ludzi na duchowe aspekty życia.

Przyłączyłem się do TM i nawet przeszedłem 4-miesięczny kurs szkoleniowy w Szwajcarii, ale po kursie intuicyjnie wiedziałem, że ta organizacja nie jest dla mnie. Wtedy nie rozumiałem tego dokładnie, ale głównie chodziło o to, że TM widziała tylko jedno rozwiązanie na problemów świata, mianowicie, że każdy musi nauczyć się TM i uznać Maharishiego za swego guru. Zdałem sobie sprawę z tego, że tak prosto nie będzie, więc wiedziałem, że ta organizacja nie była dość uniwersalna.

To doświadczenie nauczyło mnie czegoś ważnego, co odtąd było wzmacniane przez moje związki z innymi organizacjami duchowymi. Wierzę, że w tym wieku Ziemia naprawdę przeżyje duchowe przebudzenie, które otworzy umysły wielu ludzi na ścieżkę duchową. Jednak nie wierzę, że jedna organizacja, filozofia, religia albo jeden guru pojawią się jako jedyny zbawiciel. Wierzę, że wiele organizacji i filozofii przyczyni się do przebudzenia. I najbardziej skuteczne będą te, które bedą najbardziej uniwersalne. Także te, które będą współpracować, a nie walczyć z sobą nawzajem.

Więc postanowiłem, że nie mogę pozwolić, by moja duchowość została ograniczona do jednej szczególnej organizacji albo filozofii, i od tego czasu naprawdę studiowałem szeroki zakres duchowych nauk, i nadal tak robię. Także wierzę, że jest nadzwyczaj ważne, by unikać wszelkiego fanatyzmu w sprawach religii. Czuję, że po prostu nie mogę pozwolić sobie na flirtowanie z ideą, że jakaś religia jest jedyną prawdziwą i że musimy budzić świat przez zachęcanie ludzi do przyłączenia się do tej organizacji. Zamiast tego wierzę, że moim powołaniem jest pracować dla uniwersalnego przebudzenia, które uświadamia ludziom istnienie ścieżki duchowej. Ta ścieżka ma następujące podstawowe elementy:

  • Jesteśmy aktualnie uwięzieni w niższym stanie świadomości, który powoduje, że tworzymy problemy, których nie możemy rozwiązać.
  • Można wznieść się powyżej tamtego stanu świadomości, jak wielu świętych i duchowych przywódców zademonstrowało.
  • Sposobem na to wzniesienie się jest kroczenie ścieżką duchową. Ścieżka ma pewne uniwersalne elementy, jednak można nią iść w ramach pewnych religii lub filozofii duchowych. Istotą ścieżki nie jest wierzchnia szata, ale uniwersalny rdzeń.

Jak to się ma do mojego poddania się Bogu? Nadzwyczaj ważne dla mnie było uświadomienie sobie, że Bóg nie może być ograniczony do jednej religii. Więc jeśli usiłujecie włożyć wasz związek z Bogiem w granice szczególnej filozofii, to będzie wam dużo trudniej poznać Boga. Będziecie iść za bożkiem i przeoczycie prawdziwego Boga, który jest poza wszystkimi obrazami (więcej o tym później).

Ważne też było dla mnie pokonanie potrzeby czucia, że należę do jednego jedynego prawdziwego kościoła albo organizacji, która na własną rękę zbawi świat. Po prostu miałem tak dość tych gier ego w religijnym przebraniu, że zdecydowałem poddać potrzebę wierzenia, że jedna organizacja albo guru może zrobić to wszystko. Zdałem sobie sprawę z tego, że naprawdę nie doprowadzimy do przebudzenia duchowego, dopóki nie porzucimy idei, że ludzie, filozofie albo organizacje są ważniejsze niż Bóg. Krótko mówiąc, zdecydowałem się przedłożyć wewnętrzny kontakt z Bogiem nad jakąkolwiek zewnętrzną religię. Zdecydowałem, że Bóg to zbyt ważny temat, by zostawiać Go religii.


Nie możemy zrobić tego samotnie
Gdy zrozumiałem pułapki religii, zobaczyłem, że jedyny sposób, by uniknąć fanatyzmu religijnego, to mieć bezpośredni kontakt z wyższą władzą, jedyną, która może oszczędzić nam uwikłania się w pułapkę naszych gier ego. Przez następne lata znalazłem kilka książek, które mówiły o istnieniu Wniebowstąpionego Zastępu i o tym, jak próbował on prowadzić nas przez milenia. Zdałem sobie sprawę z tego, że my ludzie stworzyliśmy wiele problemów, których nie możemy rozwiązać. Zacząłem rozumieć, że tworzymy te problemy, ponieważ jesteśmy w pułapce świadomości dualizmu, która powoduje, iż czujemy się oddzieleni od Boga. Zdałem sobie sprawę z tego, że, jak pokazuje lista dotychczasowych okrucieństw, po prostu nie możemy wyciągnąć siebie za włosy.

Jedyny sposób, by się podnieść, to chwycić spuszczoną z góry linę -- a ta lina może przyjąć formę religii albo duchowej filozofii. Zrozumiałem także, że celem naszej wspinaczki, celem ścieżki duchowej, jest wznieść się powyżej egotystycznego stanu umysłu, byśmy mogli wyjść poza swoje ego. Ego jest oparte o złudzenie i stworzyło niezliczone iluzje, które usiłuje ukryć, by zachować siebie. Tak długo, jak będziemy wewnątrz klatki takich złudzeń, po prostu nie będziemy mogli zobaczyć prawdy Boga i nie zobaczymy kłamstw ego. Dlatego potrzebujemy duchowych nauczycieli, którzy już wspięli się na górę i przez to mogą kierować nami, gdy usiłujemy uniknąć iluzji ludzkiego ego.

Stopniowo zacząłem rozumieć, że prawdziwy cel ścieżki duchowej to śmierć ego, byśmy mogli odrodzić się w nowej, duchowej świadomości, w której widzimy się jako część większej całości, jako część Boga. Tak więc zrozumiałem, że mamy podstawowy problem.

Kiedy jesteśmy w pułapce świadomości dualizmu, nasze ego myśli, że wie wszystko. Więc ego nie widzi potrzeby posiadania duchowego nauczyciela -- ego dosłownie wierzy, że wie lepiej niż Bóg, jak należy kierować wszechświatem. Od dzieciństwa byłem zafascynowany faktem, że tyle wydarzeń historycznych demonstruje, jak niewiarogodne błędy popełniają ludzie, kiedy są zaślepieni przez własne ego. Weźcie dla przykładu Napoleona i Hitlera, którzy mieli wielką władzę, ale popełniali niewiarogodne pomyłki, ponieważ byli tak zaślepieni przez własne ego, że stracili kontakt z rzeczywistością. Zacząłem też widzieć, ile razy zrobiłem osobiste pomyłki, ponieważ uwierzyłem mojemu ego, że wiem lepiej niż ktokolwiek inny albo że mogłem zrobić, cokolwiek chciałem, i nie ponieść konsekwencji.

Ostatecznie zrozumiałem, że kiedy jesteście w pułapce ego, nie możecie widzieć na tyle jasno, by pójść ścieżką duchową. Dlatego potrzebujecie kierownictwa nauczyciela, który jest powyżej ego i dlatego może pokazać wam, jak uniknąć subtelności ego. I zdałem sobie sprawę z tego, że na początku po prostu musicie poddać się temu nauczycielowi, nawet jeżeli wasze ego wierzy, że jego kierownictwo jest złe albo zbyt ekstremalne.

Innymi słowy, zdałem sobie sprawę z tego, że ścieżka duchowa jest długim ciągiem inicjacji, sytuacji, w których musicie dokonywać wyboru. I chociaż są niezliczone odmiany -- każda osoba ma własne osobiste testy -- to centralna decyzja jest zawsze taka: Będziecie słuchać głosu ego czy sięgniecie poza nie, by usłyszeć głos duchowego nauczyciela? Pójdziecie za ego czy pójdziecie za nauczycielem -- to jest centralne pytanie dla duchowego poszukiwacza. To jest nasza wersja "być albo nie być".

Byłem zafascynowany starym powiedzeniem: "Jeśli nauczyciel jest mrówką, słuchaj go". Innymi słowy, duchowy nauczyciel często będzie pojawiać się w przebraniu, by przetestować was względem najbardziej niebezpiecznego wroga wzrostu duchowego, mianowicie dumy. Spotkałem wielu duchowych poszukiwaczy, którzy nie mieli żadnego problemu z przyjmowaniem instrukcji od osoby, którą uważali za swego guru, ale którzy nie byli skłonni słuchać rad kogoś, kogo uważali za mniej rozwiniętego od siebie. Zrozumiałem, że to jest bardzo niebezpieczne podejście, na które nie mogłem sobie pozwolić, więc zdecydowałem się obserwować moją dumę i uczyć się nasłuchiwać nauczyciela przebranego za mrówkę.

Tak zacząłem rozumieć, że ścieżka duchowa jest procesem, w którym stopniowo poddajecie każdy aspekt ego i poglądy wywodzące się z ego. I by naprawdę dotrzeć do wyższej duchowej świadomości, musicie być chętni poddać każdy pojedynczy aspekt waszego ego. Nie możecie dotrzeć do prawdziwej duchowej świadomości przez zachowywanie cząstek ego. Tak długo, jak będziecie usiłować usprawiedliwić ego albo myśleć, że możecie udoskonalić ego, nie idziecie prawdziwą ścieżką duchową, ale "drogą, która człowiekowi zdaje się prosta, ale na końcu czyha śmierć".

Ego musi umrzeć. Musi zostać poddane, zupełnie i bezwarunkowo. Więc zacząłem rozumieć, że całkowita i bezwarunkowa kapitulacja ego jest rdzeniem ścieżki duchowej. Także zacząłem zdawać sobie sprawę z tego, że nie mogę po prostu poddać ego, ponieważ znalazłbym się w próżni. Dlatego wraz z poddawaniem ego, musiałem zacząć integrować się z wyższą częścią mego bytu, mianowicie z tym, co Jezus na tej witrynie nazywa Chrystusowym ja. Tak zacząłem widzieć ścieżkę duchową jako zbiorowy wysiłek mojego świadomego umysłu i moich duchowych nauczycieli, czyli mojego Chrystusowego ja i wniebowstąpionych istot. Zacząłem rozumieć, że nie muszę iść ścieżką samotnie.


Weźcie odpowiedzialność za siebie
Przez ileś lat nauczyłem się wiele o ścieżce duchowej, studiując nauki wniebowstąpionych mistrzów opublikowane w ramach ruchu JAM JEST i The Summit Lighthouse. Obie organizacje mają książki, które przekazują głębokie nauki o ścieżce, jaźni, naszym Chrystusowym ja i Obecności JAM JEST. Te nauki zostały przekazane przez Wniebowstąpiony Zastęp na zasadzie bezpośredniego przekazu i czułem bardzo silną wibrację prawdy w nich.

Nauki mistrzów pomogły mi zrozumieć znaczenie wolnej woli, o którym to temacie luterański państwowy kościół w Danii nie mówił zbyt wiele. Zdałem sobie sprawę z tego, że wszystko na Ziemi obraca się wokół naszej wolnej woli. Bóg nie stworzył naszej niedoli -- zrobiliśmy to sami przez współtworzenie z poziomu świadomości dualizmu. Pozwoliliśmy, by nasze ego spowodowało, że stworzyliśmy społeczeństwo i kulturę oparte na strachu i braku. I im bardziej usiłujemy rozwiązać nasze problemy bez rzucenia wyzywania dualistycznemu systemowi wierzeń ego, tym bardziej tworzymy nowe złudzenia, które kończą się nowymi problemami. Zacząłem widzieć, jak to może stworzyć skierowaną ku dołowi spiralę, która w przeszłości powodowała, że kilka cywilizacji zniszczyło siebie.

Zrozumiałem, że to też stosuje się do naszego życia osobistego i zacząłem czuć bardzo silne pragnienie uniknięcia tego kieratu ego. Ostatecznie miałem "chwilę prawdy" (jedną z wielu), w której poczułem determinację wypływającą z głębi mojej duszy. Zdecydowałem się wziąć pełną i całkowitą odpowiedzialność za moje życie osobiste, moje poglądy i złudzenia, moją psychologię i moją ścieżkę duchową. Zdecydowałem się uznać fakt, że stworzyłem moją aktualną sytuację i dlatego naiwnością jest myśleć, że mogę pomodlić się do Boga, a On strzepnie wszystkie moje problemy na zasadzie cudu.

Postanowiłem uznać, że Bóg dał mi wolną wolę i nie naruszy własnych praw. Ponieważ postanowiłem stworzyć ego i pozwoliłem mu prowadzić mnie w głąb ogrodu dualizmu, to stworzyłem moją aktualną sytuację. Więc to ja muszę oddzielić się od ego i jego złudzeń, abym mógł zacząć tworzyć sytuację, która nie jest oparta na strachu i braku, ale na miłości i jedności.

Oczywiście, jak właśnie wyjaśniłem, zrozumiałem, że sam nie mogę wyjść poza ego. Naprawdę potrzebuję wniebowstąpionego mistrza i mojego Chrystusowego ja -- nawet wcielonego guru, jeśli taki jest dostępny -- by pomogli mi wyjść z labiryntu iluzji ego. Jednak moi duchowi nauczyciele nie będą odpowiadać powszechnemu chrześcijańskiemu obrazowi zbawiciela, który wykona całą pracę za mnie. Ja stworzyłem ego i to ja muszę je od-stworzyć. Gdyby mistrz zabrał mi ego, to naruszyłby Boże prawo wolnej woli. Ponieważ celem wolnej woli jest dać nam okazję do nauki, nie nauczyłbym się niczego od mistrza, który zabrałby moje ego.

Zdałem sobie sprawę z tego, że aż do tego momentu tyle życia poświęciłem na bezskuteczne próby bronienia mojego ego i utrzymywania jego iluzji. Tyle czasu i energii poświęciłem na rzeczy zupełnie bezsensowne. W końcu przejrzałem te gierki ego w całym ich ogłupiającym obłąkaniu i krzyknąłem: "Nie mogę robić tego więcej, ja nie chcę robić tego więcej -- Boże, pomóż mi!".

Porzuciwszy potrzebę bronienia ego, doznałem niewiarygodnej ulgi. Stopniowo wielki ciężar zaczął być ze mnie zdejmowany i dosłownie poczułem się jak nowo narodzony i jakbym otrzymał drugą szansę w życiu. Naprawdę zrozumiałem, że dopóki nie weźmiecie odpowiedzialności za siebie, dopóty po prostu nie będziecie mogli doświadczyć prawdziwej wolności. Będziecie w mentalnym więzieniu, skazani na ciężkie roboty bronienia kruchych złudzeń ego, zawsze usiłując odeprzeć nieszczęście przyłapania ego na błędzie. Zdałem sobie sprawę z tego, że jedyna prawdziwa forma wolności to wolność duchowa, czyli wolność od ego.


Przestałem wierzyć w magię
Gdy wziąłem odpowiedzialność za siebie, zaniechałem wiary w magię Zauważyłem, że wielu duchowych poszukiwaczy jest naprawdę przywiązanych do tej wiary. Lubimy myśleć, że jest jakaś magiczna kula, która automatycznie zmieni nas w duchowych mistrzów. Tak często robimy ze swojego życia niekończące się polowanie na złoty dzban na końcu duchowej tęczy. Myślimy, że gdybyśmy tylko znaleźli właściwą religię, technikę medytacyjną, guru albo zestaw protein, to będzie się nam musiało udać.

Wielu ludzi znajduje guru, który składa złote obietnice i ludzie przez jakiś czas stosują się do jego instrukcji. Kiedy obietnice się nie spełniają, ludzie nie zatrzymują się, by pomyśleć, ale natychmiast zaczynają szukać następnego guru, który musi być tym właściwym. W końcu zdałem sobie sprawę z tego, że zły w tym obrazie nie jest zewnętrzny guru, ale myślenie, że ktoś inny może was zmienić za was.

Zrozumiałem, że to pragnienie jest wynikiem ostatecznej iluzji na ścieżce duchowej, mianowicie iluzji zewnętrznego zbawiciela. Stworzyliście swoje ego, więc tylko wy możecie je od-stworzyć. Żaden guru nie może zrobić tego za was i ci, którzy twierdzą, że mogą, albo nie wiedzą, co mówia, albo próbują uzależnić was od siebie, byście dawali im pieniądze lub energię.

Logiczną konsekwencją tej refleksji było wyciągnięcie wstrząsającego -- dla mnie -- wniosku. To może być wyrażone najprościej w ten sposób: Nikt nigdy zrobił niczego dla mnie!.

Zdałem sobie sprawę z tego, że nikt nigdy nie zranił mnie, ani mną nie manipulował. Oczywiście, inni ludzie robili różne rzeczy, które dotykały mnie fizycznie, ale to, co raniło mnie mentalnie i emocjonalnie, nie było działaniem innych ludzi -- to były moje reakcje na ich działania. Innymi słowy, tylko ja siebie zraniłem.

Z jednej strony może to bardzo trudno zaakceptować, ponieważ to umieszcza całą odpowiedzialność za waszą osobistą niedolę po waszej stronie. Możecie uciec, ale nie możecie się ukryć. W końcu, jesteście odpowiedzialni za to, jak pozwoliliście, żeby świat na was wpłynął. Jednak kiedy odreagujecie początkowy szok, zdacie sobie sprawę z tego, że choć trudno to przełknąć, to jest kilka dodatkowych korzyści. Najważniejsze jest to, że jeżeli stworzyliście własną niedolę, to macie siłę, by ją od-stworzyć. Nie jesteście zależni od jakiejkolwiek siły z zewnątrz siebie, by ulepszyć swoje życie i swe doświadczenie życia. Możecie faktycznie przejąć dowództwo nad sobą i waszym życiem i możecie zacząć robić to właśnie TERAZ. Nie potrzebujecie czyjegokolwiek pozwolenia, nie potrzebujecie czekać na lepszą pogodę, na hossę albo na wygraną w loterii. Macie siłę, by zmienić wasze życie, i możecie zacząć używać jej WŁAŚNIE TERAZ!

Nagle zacząłem zdawać sobie sprawę z tego, że wszystkie duchowe książki, które czytałem, mówiły o ścieżce duchowej jako o ścieżce zdobywania władzy nad sobą. Dotychczas skupiałem uwagę na słowie "władza", myśląc, jak to by było mieć wszystkie te nadprzyrodzone zdolności, które mają mistrzowie. Teraz zdałem sobie sprawę z tego, że rzeczywiste ważne jest "nad sobą". Muszę zapanować nad sobą, swoim ja, zanim zbliżę się do ideału bycia mistrzem duchowym. A pierwszym krokiem miało być zapanowanie nad moimi własnymi reakcjami na czynny innych osób, abym mógł decydować o swoich reakcjach, zamiast po prostu reagować według wcześniej zaprogramowanego wzoru.

Więc, jeszcze raz, stałem pośrodku koła z wszystkimi strzałami wskazującymi na środek, mianowicie siebie. Wszystko zależało ode mnie. Zrozumiałem, że nie mogę zrobić tego samotnie, jednak również żaden mistrz nie może zrobić tego za mnie. Więc jaka jest droga pośrednia? Muszę chcieć wziąć odpowiedzialność za to, kim jestem i co zrobiłem sobie w przeszłości. Wtedy muszę chcieć poprosić o kierownictwo ze źródła, które jest poza klatką mentalną mojego ego. Muszę być otwarty na słyszenie tego kierownictwa i akceptowanie go, nawet jeśli -- jak to ciągle bywa -- będzie to zaprzeczać temu, w co moje ego chciałoby, żebym wierzył. Wtedy muszę odważyć się działać według tamtego kierownictwa, nawet kiedy nie mam pełnego obrazu, którego mój świadomy umysł po prostu nie może zgłębić.

Kwestia zasadnicza to: Muszę zacząć iść, nawet jeżeli nie będę wiedzieć, gdzie zakończę marsz. Kiedyś usłyszałem taką analogię: Wyobraźcie sobie oponę, która stoi pionowo na ziemi. Jeżeli pchniecie ją z jednej strony, to przewróci się. Jednak jeżeli opona się toczy, to pchnięcie tylko spowoduje zmianę kierunku. Wniosek jest taki, że aby dostać kierownictwo duchowe z góry, musimy zademonstrować, że jesteśmy chętni się ruszyć. Musimy przestać czekać na jakiś przebłysk magii, która nagle zmieni nas w duchowych mistrzów. Musimy chcieć iść w oparciu o wiedzę, którą mamy, ufając, że kiedy zrobimy krok, otrzymamy dalsze wskazówki.

Później zrozumiałem, że to jest zasadnicza zasada na ścieżce duchowej, jak to zademonstrował Jezus w przypowieści o talentach. Prawdziwy mistrz duchowy nie zacznie od przekazania wam pełnej prawdy. On da wam tylko to, czego potrzebujecie, by zrobić następny krok na waszej osobistej ścieżce. Jeżeli wykorzystacie w pełni jego instrukcje, to wejdziecie na wyższy poziom i wtedy będziecie mogli pojąć następny poziom instrukcji. Jednak jeśli nie będziecie chcieli się ruszyć, to wasza świadomość się nie zmieni i przez to nie poznacie następnego poziomu instrukcji.

Także zacząłem zdawać sobie sprawę z tego, że na początkowych etapach ścieżki zdecydowanie badane jest nasze posłuszeństwo. Czy chcemy puścić jakieś dawne poglądy i nawyki, nawet jeżeli nie mamy niczego w zamian? Czy chcemy pójść w pewnym kierunku, nawet jeżeli nie wiemy, dlaczego albo gdzie idziemy? Czy skłonni jesteśmy wierzyć w proces i poczekać, aż zacznie działać, nawet jeżeli nie mamy żadnej gwarancji na piśmie? Stopniowo stawało się bardzo oczywiste dla mnie, że mój zewnętrzny umysł nie zna wszystkiego i nigdy nie będzie mógł zgłębić wszystkiego. Więc nie muszę wiedzieć wszystkiego moim zewnętrznym umysłem, ponieważ mój zewnętrzny umysł jest w pułapce dualizmu i po prostu nie mógłby uchwycić wizji mojego Chrystusowego ja.

Jak zacząłem to rozumieć, to poddanie się wewnętrznemu kierownictwu mojego Chrystusowego ja stało się znacznie łatwiejsze. Zacząłem ufać procesowi. Przestałem walić głową o mur i zacząłem płynąć rzeką życia.


Chcecie znaleźć prawdę czy potwierdzić własne złudzenia?
Doszedłem do wniosku, że ego nie chce prawdy i nie chce, żebym ja poznał prawdę. Ego zrodziło się z iluzji, mianowicie, że jakakolwiek część Bożego stworzenia może być oddzielona od całości. Ego może przetrwać tylko wtedy, gdy zdoła utrzymać mnie w złudzeniu, że jestem oddzielony od mojego źródła, od mojej Obecności JAM JEST, od Boga. Więc ego stworzyło niezliczone iluzje wycelowane w utrzymywanie tej podstawowej iluzji. Ego chce trzymać mnie w pułapce tych mniejszych iluzji, bym nigdy nie odkrył -- i dlatego nie mógł kwestionować -- podstawowej iluzji.

Także zdałem sobie sprawę z tego, że duma jest jedną z głównych przeszkód na ścieżce duchowej, o czym wspomina się w prawie każdej prawdziwej książce duchowej. Jednak duma to nie cecha duszy, ale ego. Ego tworzy mentalny obraz świata. Ponieważ ten obraz jest oparty na dualistycznym systemie wierzeń ego, to jest on niechybnie niekompletny i popękany. Kiedy obraz mentalny zostanie stworzony, ego nie spojrzy na dowód, który zaprzecza temu obrazowi albo wykracza poza obraz. Ego nienawidzi, jak mu się udowodni pomyłkę. Więc jak długo jesteśmy w pułapce ego, tak długo nasze całe życie jest procesem, podczas którego jesteśmy stale zagrożeni przez ból udowodnienia pomyłki. Stale usiłujemy bronić złudzeń naszego ego i w ekstremalnych przypadkach ludzie gotowi są zabić innych, by obronić swój obraz mentalny.

Ostatecznie doszedłem do wniosku, że ten cały scenariusz jest zupełnie niepotrzebny i jest, faktycznie, formą wyrafinowanego masochizmu. Postanowiłem, że nie będę bawił się w tę grę, więc przyjąłem nowe podejście do życia.

Postanowiłem, że przede wszystkim jestem duchowym poszukiwaczem. Jako duchowy poszukiwacz mam najważniejszy cel znalezienia prawdy, a by znaleźć prawdę, po prostu muszę spojrzeć poza moją obecną wiedzę i poglądy. Zdałem sobie sprawę z tego, że by znaleźć prawdę, muszę wyjść poza klatkę mentalną ego.

Oszacowałem siebie i przyjąłem, że aktualnie nie miałem prawdy w najwyższej formie. To było częściowo skutkiem mojego wychowania, ponieważ byłem zaprogramowany, by przyjąć dużo dualistycznych iluzji. Jednak to było też skutkiem mojego własnego rozwoju duchowego -- albo jego braku. Więc postanowiłem, że chcę poznać prawdę znacznie bardziej, niż chciałem bronić iluzji ego, że moje aktualne poglądy są absolutnie prawdziwe.

Kiedy podjąłem tę decyzję, zdałem sobie sprawę z tego, że nie ma już jakiegokolwiek powodu, by czuć się zagrożonym przez prawdę. To moje ego czuło się zagrożone; nie ja. Więc znalezienie prawdy nie było już związane z obawą i bólem przyłapania na błędzie. Przeciwnie, to było związane z radością i wolnością pozbywania się okaleczającego złudzenia. To było niewiarygodne wyzwolenie. Zrozumiałem, jak spięty byłem w moim dotychczasowym życiu, zawsze bojąc się, że coś mogłoby dowieść mojej winy. Teraz zdałem sobie sprawę z tego, że tak naprawdę nie chodzi wcale o udowadnianie komuś błędu.

To jest być może jedno z najbardziej świętych przekonań ego, mianowicie, że jeżeli ktoś udowodni, że nasze poglądy są niesłuszne, to nie mamy racji i przez to jesteśmy złą osobą. Teraz postanowiłem, że, biorąc pod uwagę to, kim jestem i jak byłem wychowywany w dualistycznej kulturze, Bóg nie wymaga, żebym wszystko wiedział albo był doskonały. Postanowiłem być duchowym poszukiwaczem, więc moje aktualne poglądy nie są absolutną prawdą. To najwyższe zrozumienie, na jakie mnie stać przy moim aktualnym poziomie świadomości. Więc kiedy znajduję wyższe zrozumienie, to nie znaczy, że udowodniono mi błąd albo że jestem złą osobą. Tak więc nie mam żadnej potrzeby bronienia mego ograniczonego zrozumienia. Zamiast tego mogę po prostu puścić stare zrozumienie i przyjąć nowo znalezione wyższe zrozumienie.

Krótko mówiąc, postanowiłem, że:

  • Jestem poszukiwaczem prawdy i jestem chętny zawsze szukać wyższego zrozumienia.
  • W każdej chwili działam najlepiej, jak mogę przy moim obecnym poziomie rozumienia życia.
  • Stale usiłuję rozszerzyć moje zrozumienie i podnieść moją duchową świadomość, bym mógł uchwycić wyższe zrozumienie.
  • Nie ma takiej cząstki moich poglądów, której nie byłbym chętny zastąpić wyższym zrozumieniem.
  • Będę wzrastać tak szybko, jak będę mógł, nie mając żadnej potrzeby czucia się winnym, że nie jestem doskonały.

Zdałem sobie sprawę z tego, że tak długo, jak szczerze postępuję zgodnie z tymi regułami, Bóg ani moi duchowi nauczyciele nie będą wymagali niczego więcej ode mnie. Jestem dosłownie nienaganny przed Bogiem, ponieważ choć daleko mi do doskonałości, stale dążę do ulepszenia siebie -- i tego właśnie Bóg wymaga. Bóg nie wymaga, żebyśmy wszystko wiedzieli albo byli doskonali. Bóg wymaga, żebyśmy zawsze chcieli przekroczyć siebie i nasze obecne rozumienie życia. Zrozumiałem, że o życiu zawsze można dowiedzieć się czegoś więcej, więc porzuciłem potrzebę, by kiedykolwiek wiedzieć wszystko.

To przyspieszyło mój rozwój bardziej, niż cokolwiek innego, ponieważ już nie musiałem poświęcać tyle czasu, energii i uwagi na bronienie mentalnych obrazów mojego ego. Jednak kluczowe było uświadomienie sobie, że w tym świecie nie jest możliwe podanie naprawdę dokładnego i pełnego opisu Boga i Bożej prawdy. Wszystkie nasze poglądy i obrazy mentalne to tylko przybliżenia. Innymi słowy, żaden z moich obecnych poglądów nie reprezentuje absolutnej -- to znaczy niezmiennej -- prawdy. Nie mam poglądów, które nie mogłyby się zmienić. Jestem stale otwarty na możliwość, że moje Chrystusowe ja albo Jezus mogliby dać mi wyższe zrozumienie, które rozszerzyłoby moje przekonania poza to, co dziś ledwie mogę sobie wyobrazić.

Kiedy jesteście w pułapce ego, boicie się wyższego zrozumienia i trzymacie się kurczowo waszych obecnych poglądów, myśląc, że są absolutne i nieomylne. Typowy przykład to chrześcijańscy fundamentaliści, którzy przywarli do dosłownej interpretacji Biblii, jak gdyby to była sprawa życia i śmierci. I to jest sprawa życia i śmierci -- dla ich ego!

Postanowiłem zostawić ten oparty na strachu światopogląd i uznać fakt, że moja dusza kocha prawdę. W konsekwencji nie ma żadnego złudzenia mojego ego, którego nie zechciałbym poddać, by znaleźć prawdę. Kiedy będziecie mogli naprawdę poczuć się w ten sposób, to doświadczycie całkowicie nowego poczucia wolności. Także naprawdę znajdziecie zrozumienie, którego szukacie, ponieważ już nie będziecie ograniczać tego, co wasi duchowi nauczyciele będą mogli wam powiedzieć. Będziecie słuchać nauczyciela bardziej niż swojego ego.


Duchowy poszukiwaczu, ulecz się sam!
Kiedy miałem cztery albo pięć lat, duńskie radio często nadawało pewną pieśń. Jakiś ojciec śpiewał swemu synowi o niewygodach, które spotkał w swym życiu. Refren brzmiał jakoś tak: "Mój synu, mam nadzieję, że staniesz się lepszy niż ja". Kiedyś mój ojciec zaczął śpiewać mi tę pieśń. Gdy doszedł do refrenu, nie wytrzymałem i krzyknąłem: "Nie, Tato, ty też musisz stać się lepszy". Później zdałem sobie sprawę z tego, że to była ilustracja mego głębokiego pragnienia pomagania ludziom uniknąć ludzkich ograniczeń, które dotykają nas wszystkich.

Tak się złożyło, że mój ojciec kilka razy pokazał mi, jak takie ograniczenia łatwo mogą wpłynąć na nasze życie. Zwykł opowiadać o swych szkolnych czasach i jak nienawidził niesprawiedliwości i cielesnych kar (to było we wczesnych latach trzydziestych) wymierzanych przez nauczycieli. Ostatecznie zbuntował się i z najlepszego ucznia stał się najgorszym, porzucając szkołę tak wcześnie, jak tylko mógł. Jednak opowiedział mi też o swym marzeniu z dzieciństwa, kiedy pragnął zostać inżynierem i podróżować po całym świecie, budując mosty. Cóż, nawet jak dziecko rozumiałem, że nie ma zbyt wielu inżynierów, którzy rzucają szkołę po siódmej klasie, więc zdałem sobie sprawę z tego, że siły konfliktu w psychologii mojego ojca już w wieku 10 lat uniemożliwiły mu zrealizowanie marzenia jego życia.

Opierając się na tej i wielu podobnych obserwacjach z dzieciństwa, postanowiłem, że nie pozwolę, by moje życia wykoleiło się z powodu mojej psychologii. Znajdowanie ścieżki duchowej i nauka o ego bardzo mnie inspirowały, ale ostatecznie zrozumiałem, że czegoś brakuje. Od lat wykonywałem różne praktyki duchowe, ale w końcu zdałem sobie sprawę, że żadna duchowa technika nie działa wbrew wolnej woli. Więc nie może rozwiązać waszych niepoprawnych poglądów, mentalnych obrazów ego. Musicie rozwiązać je sami i musicie to zrobić przez podjecie lepszej decyzji, która zastąpi decyzję, która spowodowała, że zaakceptowaliście jedną z iluzji ego. To może być zrobione tylko świadomie, a by zastąpić niedoskonałą decyzję z przeszłości, musicie odkryć tę decyzję i uświadomić ją sobie.

Wtedy zdałem sobie sprawę z tego, że jest tylko jedna logiczna możliwość, a mianowicie wykorzystać którąś z wielu technik psychologicznego leczenia, które są dostępne w tym wieku. Mamy lepsze narzędzia dla leczenia naszej psychologii niż w jakimkolwiek punkcie spisanej historii, więc jeżeli poważnie myślę o wzroście duchowym, jak twierdziłem, to po prostu nie było sensu, by nie wykorzystać tych narzędzi.

Jednak zanim mogłem to zrobić, musiałem pokonać kilka ważnych przeszkód. Przede wszystkim byłem wychowany w kulturze, gdzie tylko ludzie naprawdę zwariowani chodzili do psychologa. To znaczy nikt nie chodził dobrowolnie, najwyżej gdy wieźli go w kaftanie bezpieczeństwa. Chociaż to nastawienie nieco się zmieniło w erze rewolucji poradników samopomocy, to jeszcze się wahałem. Znałem ludzi, którzy mieli straszne dzieciństwo i wydawało się bardzo oczywiste, że oni potrzebują psychologicznego uleczenia. Jednak ja miałem bardzo łatwe dzieciństwo, więc dlaczego miałbym iść do psychologa? Także obawiałem się tego, czego mógłbym się dowiedzieć, i nie pokonałem tego strachu, aż postanowiłem, że prawda jest ważniejsza niż ego, jak to opisałem powyżej.

Po kilkuletnim wahaniu w końcu zdecydowałem się pójść na terapię z psychologiem, który miał duchowe podejście do uzdrawiania. Przez następne sześć miesięcy rozwiązałem kilka ważnych problemów i byłem zdumiony, jak inaczej się poczułem. Przez kolejne lata wykorzystałem inne techniki uzdrawiania i to pomogło mi ogromnie. Mogę naprawdę powiedzieć, że zacząłem się dziwić, dlaczego nie zrobiłem tego wcześniej. Dlaczego niosłem ten psychologiczny bagaż, kiedy nieco wysiłku może pomóc pozbyć się tego ciężaru na dobre?


Nie bierzcie odpowiedzialności za innych -- albo świat
Jednym z ważnych odkryć, które wynikły z mojej terapii, było to, że ostatecznie zrozumiałem, że nie zaakceptowałem siebie. Zrozumiałem, że moje dotychczasowe życie było bardzo zdominowane przez ten fakt. W istocie, ponieważ nie akceptowałem siebie, to zawsze szukałem akceptacji u innych i w świecie. Kiedy wyleczyłem tę psychologiczną ranę, nagle zostałem uwolniony od potrzeby akceptacji.

Zdałem sobie sprawę z tego, że nie akceptowałem siebie dlatego, że wierzyłem, iż jeżeli nie będę żyć zgodnie z pewnym zewnętrznym standardem, to Bóg mnie nie zaakceptuje. Zrozumiałem, że ten standard był doczesnym standardem, który nie był zdefiniowany przez Boga. Zrozumiałem, że to był nierealny standard, to znaczy, że nikt nie mógł prawdopodobnie żyć według niego. Po prostu próbowałem robić niemożliwe -- próbowałem włożyć kwadratowy kołek do okrągłej dziurki.

Skoro tylko zrozumiałem, że nie zaakceptowałem siebie, mogłem to zestawić z moim doświadczeniem Boga (opisanym poniżej). Ponieważ wiedziałem, że miłość Boża jest bezwarunkowa, mogłem pozbyć się poglądu, że muszę postępować według jakiegoś standardu, by być akceptowanym przez Boga. Wiedziałem, że Bóg kocha mnie bezwarunkowo i dlatego jestem akceptowany w oczach Boga takim, jakim jestem. W końcu to Bóg stworzył mnie takim. Wtedy było stosunkowo łatwo mi zastąpić ten wiekowy, znoszony pogląd o mojej własnej nieakceptowalności nowym przekonaniem, że jestem akceptowany takim, jakim jestem.

Wkrótce uświadomiłem sobie, że mam prawo być tym, kim jestem. Od wczesnego dzieciństwa czułem, że jestem inny, ponieważ byłem tak różny od większości ludzi wokół mnie. Podstawowy powód był taki, że byłem bardziej duchowy niż większość ludzi wokół mnie. Z powodu kwestii braku akceptacji w naturalny sposób założyłem, że ponieważ jestem inny od większości ludzi, to musi być coś źle ze mną. Tak stworzyłem podświadomy zwyczaj niezbliżania się do ludzi, niekwestionowania ich poglądów i nieokazywania własnej duchowości. Po prostu próbowałem pozostawać poniżej ekranu radaru, prawie czując, że muszę przepraszać za bycie duchową osobą w nieduchowym społeczeństwie.

Teraz zrozumiałem, że to było zupełnie niepotrzebne i, faktycznie, szkodliwe dla mojego boskiego planu. Jestem tutaj, by otwarcie pokazać, że jestem duchową osobą, aby inni ludzie mogli zobaczyć przykład, że można żyć w sposób bardziej duchowy. Mam prawo być duchową osobą i mam prawo to pokazać. Potem wzmacniałem moje prawo na Ziemi i często używałem mantry: "Mam prawo być tutaj!". Po pewnym czasie zdumiewające było, że czułem się bardziej spokojny, a powód tego był taki, że ciemne siły już nie mogły wchodzić do mojej świadomości przez mój brak akceptacji siebie. Władca tego świata nie miał niczego -- albo przynajmniej nie tyle co poprzednio -- we mnie.

Okrężną drogą uświadomiłem sobie, że do tej pory czułem się odpowiedzialny za innych ludzi i za świat. Moje pragnienie akceptacji kazało mi czuć, że aby spełnić swój boski plan, musiałem być akceptowany przez innych ludzi. A by być akceptowanym przez nich, miałem nie okazywać swojej duchowości zbyt otwarcie. Musiałem zmienić się w kogoś innego, by być akceptowanym. Oczywiście, zmienienie się w kogoś innego może nigdy nie spełnić mojego boskiego planu, ale niższy umysł tego nie rozumie.

Skoro tylko odkryłem korzeń problemu, mianowicie moją odmowę zaakceptowania siebie, mogłem pociągnąć za spłuczkę i spuścić cały zapas problemów. Mogłem teraz w pełni zintegrować fakt, że wziąłem odpowiedzialność za siebie i uzupełnić to przez zdanie sobie sprawy z tego, że kiedy biorę pełną odpowiedzialność za siebie, już nie potrzebuję brać odpowiedzialności za innych.

Inni ludzie mają własną wolną wolę, daną im przez Boga. Zdałem sobie sprawę z tego, że każda osoba jest osądzana na podstawie własnych działań. Jestem w pełni odpowiedzialny za moje własne decyzje, ale Bóg nie zrobił mnie odpowiedzialnym za decyzje innych ludzi. Innymi słowy, jestem odpowiedzialny za moje własne zbawienie, ale nie jestem odpowiedzialny za zbawienie kogokolwiek innego.

Praktycznie oznacza to moją odpowiedzialność za zbawienie siebie, za działanie, za bycie tym, kim jestem, za bycie tym, kim Bóg mnie stworzył, bym był. Kiedy to robię i otwarcie pokazuję fakt, że jestem duchową osobą i że kocham Boga bardziej niż cokolwiek innego, to spełniam swoje zadanie. Od innych całkowicie zależy to, co oni robią albo nie robią, widząc mój przykład. Jednak tym się nie przejmuję. Moim zadaniem jest być tym, kim jestem i wtedy jestem nieprzywiązany do tego, jak to wpływa na innych (oczywiście, kiedy jestem tym, kim jestem w Bogu, traktuję ludzi zgodnie z prawami Boga).

Więc nagle zrozumiałem, że zostałem uwolniony od tego subtelnego poczucia, że jestem odpowiedzialny za zbawienie innych ludzi albo nawet odpowiedzialny za zbawianie świata. Myślę, że wielu duchowych ludzi czuje tę odpowiedzialność i dlatego na początku wspomniałem o globalnej świadomości. Jak najbardziej możemy mieć globalną świadomość, ale musimy uważać, by nie rozwinąć subtelnej formy kompleksu zbawiciela. Kluczem do uniknięcia tej pułapki jest zrozumienie prawa wolnej woli, na mocy którego nie jesteśmy odpowiedzialni za decyzje podejmowane przez innych ludzi. Kiedy pozbyłem się tego poczucia odpowiedzialności, to poczułem się, jak gdybym wreszcie zaczął spełniać swój boski plan bycia tym, kim jestem, zamiast bycia tym, kim myślałem, że mam być według świata. Mogłem być i pozwolić być -- i to jedyny sposób, by być.


Dlaczego tu jesteście?
Na początku lat 90. ubiegłego wieku miałem życiowe doświadczenie. Podczas medytacji o boskiej harmonii, zostałem podniesiony z ciała i znalazłem się w Wielkim Centralnym Słońcu, które jest siedzibą Alfy i Omegi, najwyższych reprezentantów Boga Ojca/Matki w świecie form. Znalazłem się w ogromnej sali, ukształtowanej jak amfiteatr. Gigantyczne kolumny wzdłuż ścian wydawały się zrobione z zagęszczonego światła.

Zszedłem w dół na centralną wyspę, aż stanąłem tuż przed tronem, na którym zasiadali Alfa i Omega. Zobaczyłem ich jak dwie kule białego światła, a światło było tak silne, że tylko ich oczy były widoczne. Moja uwaga została przyciągnięta do przepływu energii między tymi dwoma wspaniałymi istotami i zobaczyłem to jak przepływ płynnego światła po poziomej ósemce.

Wtedy skupiłem się na węźle ósemki i gdy spojrzałem na niego, to jak gdyby otworzył się portal i teraz patrzyłem poza świat form. Na zewnątrz była pozornie niekończąca się przestrzeń, którą właściwie można najlepiej opisać jako "pustkę", występującą w niektórych naukach religijnych i mistycznych. Najpierw próżnia wydawała się pusta, ale wtedy odczułem, że nie jest. Była wypełniona istotą, Obecnością, która była świadoma, jednak nie miała jakiejkolwiek formy. Ta istota po prostu JEST.

Mignęła mi myśl: "To jest Bóg!". W tej chwili połączyłem się z Bogiem i wiedziałem, że to jest moje źródło, to z tego Bytu powstałem. To połączenie było poza czasem i przestrzenią i mogło trwać ułamek sekundy albo dłużej -- nie było po prostu żadnego poczucia czasu ani odległości. Nie było żadnego poczucia oddzielenia; tylko bezczasowa jedność.

Nagle znalazłem się na sześcianie białego światła bezpośrednio między Alfą i Omegą i w węźle ósemkowego przepływu między nimi. Doświadczyłem kompletnego pokoju i uczucia, które mogę tylko opisać jako bezwarunkową miłość. Po jakimś czasie zauważyłem, że cały wszechświat rozciągał się przede mną i mogłem zobaczyć miriadę galaktyk jak nasza Droga Mleczna. Wtedy moja uwaga została skierowana na tę rozległą przestrzeń, aż wróciłem do mojego normalnego stanu świadomości na moim krześle na planecie Ziemia.

Wtedy to doświadczenie było dla mnie wstrząsające. Wczesniej myślałem, że rozumiem nauki duchowe i że mam dobre intelektualne zrozumienie Boga. Jednak doświadczanie Obecności Boga wykraczało daleko poza jakikolwiek z moich paradygmatów, tak że zostało mi tylko porzucenie wszystkie moich paradygmatów, oczekiwań i z góry wyrobionych sądów. Doświadczyłem Obecności Boga, jednak nie ma absolutnie żadnego sposobu, by opisać tę obecność słowami lub obrazami, które są zrozumiałe dla człowieka. Ponadto, zdałem sobie sprawę z tego, że jakakolwiek próba opisania Obecności Boga byłaby degradacją tej Obecności -- tworzyłaby bożka. Nagle zacząłem rozumieć, dlaczego pierwsze dwa przykazania to pierwsze dwa przykazania.

Przez ileś lat nikomu nie mówiłem o tym doświadczeniu, ponieważ potrzebowałem czasu, by je sobie przyswoić i przetrawić. Jednak dotknęło mnie ono głęboko i tutaj są niektóre z jego skutków:

  • Zostałem uwolniony od wszelkiego pragnienia, by myśleć, że jakaś konkretna religia jest jedyną prawdziwą. Zrozumiałem, że żadna religia nie może dać pełnego opisu Obecności Boga. Ta Obecność może tylko być doświadczona. Więc co najwyżej religia może dać opis, który pomoże ludziom przeżyć bezpośrednie doświadczenie, i zacząłem rozumieć, że to jest prawdziwy cel stojący za wszystkimi prawdziwymi religiami. To dało mi całkowicie nowe spojrzenie na religię. Zdałem sobie sprawę z tego, że jeżeli religia zbliża mnie do bezpośredniego doświadczenia Bożej Obecności, to wtedy spełnia swą rolę. Jeśli zaś blokuje moje bezpośrednie doświadczenie, to taka religia działa przeciw zamiarowi Boga. Więc idea, że jedna religia jest jedynym kluczem do zbawienia, jest zupełnie obca Bogu. Otrzymałem teraz bezpośredni dowód, że nie mogę sprzedać swej duszy jednemu szczególnemu kościołowi, ale że jestem tutaj dla bardziej uniwersalnej misji.
  • Zdałem sobie sprawę z tego, że najważniejszym aspektem wzięcia osobistej odpowiedzialności za moją ścieżkę duchową jest to, że nie mogę pozwolić, by coś stanęło między mną a Bogiem. Jeżeli pozwalam guru, organizacji albo własnemu ego stanąć między mną a bezpośrednim doświadczeniem, to czczę idola. I jeśli tak, to nigdy nie doświadczę prawdziwego Boga, który jest poza wszystkimi idolami.
  • Zrozumiałem, że w porównaniu z doświadczeniem bycia połączonym z Bogiem, wszystko inne blednie. Dosłownie, nic na Ziemi nie wydawało się mieć tej samej wartości do mnie. Bardzo jasno zrozumiałem, dlaczego nic na tej małej planecie nie jest warte, by za to umierać, w tym sensie, by tracić dla tego duszę. Powiedzenie: "Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł" nabrało całkiem nowego znaczenia. Zrozumiałem, że warto zrezygnować ze wszystkiego -- nawet z fizycznego życia -- by uzyskać to poczucie jedności z Bogiem.
  • Wiedziałem, że Bóg jest zawsze we mnie, i zrozumiałem, że my, ludzie, byliśmy programowani na ograniczenie wyrażenia się Boga przez nas. Zrozumiałem, że moją główną pracą na ścieżce duchowej jest anulować to programowanie, bym mógł przestać ograniczać Boga we mnie i pozwalać, żeby Bóg robił przeze mnie to, co pragnie robić.

Po przetrawieniu tego doświadczenia po paru latach nastąpił prawdziwy przełom. Czytałem coś, co zainspirowało mnie do zastanowienia się nad pytaniem: "Dlaczego tutaj jestem?". Poszedłem na spacer, usiadłem na wzgórzu i spojrzałem na głęboko niebieskie niebo. Postawiłem pytanie: "Dlaczego tutaj jestem?" i z głębi mojej duszy przyszła odpowiedź: "Ponieważ kocham Boga!".

Z początku to był prawie szok dla mojego zewnętrznego umysłu, ponieważ zawsze próbowałem zrozumieć Boga, ale nigdy nie uważałem, że kocham Boga. Teraz przyjrzałem się sobie i zdałem sobie sprawę z tego, że poza całą zewnętrzną osobowością i zewnętrznymi poglądami chodzi o to, że ja -- rzeczywisty ja -- naprawdę kocham Boga nad wszystko. To jest po prostu mój podstawowy psychologiczny makijaż -- nieskończona miłość do Boga.

Gdy zacząłem przyswajać sobie to zrozumienie, stopniowo zacząłem widzieć, że to moja miłość do Boga przyprowadziła mnie na Ziemię. Jestem tutaj, ponieważ kocham Boga i ponieważ mogę zobaczyć, że wszyscy inni ludzie to Bóg w przebraniu -- oni po prostu zapomnieli, kim są. Więc zaofiarowałem się przyjść tutaj, by zainspirować innych do odkrycia ich prawdziwej tożsamości i przez to odkrycia ich miłości do Boga.

Wtedy zrozumiałem, że moim osobistym Boskim płomieniem jest Miłość i Prawda. Wyszedłem z płomienia bezwarunkowej Miłości i przyszedłem na Ziemię, by przynieść płomień Prawdy. Przyszedłem obudzić ludzi na miłość przez dawanie im prawdy o tym, kim są i kim jest Bóg. Zrozumiawszy to, poczułem się jak gdyby nic w moim życiu osobistym albo zewnętrznej osobowości już nie miało jakiegokolwiek rzeczywistego znaczenia. Zdałem sobie sprawę z tego, że naprawdę nie chodzi o mnie; chodzi o Boga. I ta refleksja doprowadziła mnie do całkowitego poddania się, które otworzyło drzwi do mojego bycia posłańcem Jezusa.

Warto to skomentować.


Poddanie nigdy się nie kończy
Kiedy zacząłem pracować z Jezusem, byłem na ścieżce duchowej przez ponad 25 lat. Pracowałem ciężko, godzinami praktykując duchowe techniki, studiując duchowe nauki i ogólnie planując całe moje życie wokół potrzeby rozwoju duchowego. Podczas tego okresu niechybnie wzmocniłem pewne opinie, które uważałem za prawdziwe, dokładne i bardzo konieczne. Innymi słowy, podczas mojej podróży stworzyłem pewien światopogląd i uwierzyłem, że moje doświadczenia i studia go potwierdzają.

Zauważyłem, że tak myśli wielu innych duchowych poszukiwaczy, zwłaszcza ludzi, którzy byli na ścieżce od wielu lat i którzy włożyli w to ogromny wysiłek. To subtelny, ale bardzo ważny element, ale mój obraz świata był niekoniecznie zły. Jednak nie był kompletny ani jedyny możliwy. Innymi słowy, zbudowałem światopogląd, który sportretował mnie jako duchowego poszukiwacza i miałem kilka pomysłów na resztę swego życia. Jestem pewny, że ten obraz świata mógł zaprowadzić mnie daleko i prawdopodobnie mógłbym wstąpić do nieba przez podążanie za nim do końca moich dni.

Problemem było to, że w moim światopoglądzie nie było nawet skrawka myśli, że mogłem wkroczyć do wyższego poziomu i osobiście stać się posłańcem Jezusa. Więc choć mój obraz świata nie był zły, to ograniczyłem zdolność Boga do wyrażenia siebie przeze mnie. Choć dawało mi to platformę dla wzrostu duchowego, to także wyizolowało mnie w pewnym sensie i przeszkadzało wykorzystać mój pełen potencjał i spełnić mój boski plan.

Wierzę, że wielu innych duchowych poszukiwaczy jest w dokładnie takiej samej sytuacji. Zbudowali sobie światopogląd, który nie jest zły, ale także nieostateczny i to ich powstrzymuje. Myślę, że gdybym nie miał bezpośredniego doświadczenia Obecności Boga -- widząc, że jest ona zupełnie poza jakimkolwiek światopoglądem, który mógłby zostać sformułowany -- mógłbym nie mieć układu odniesienia do spojrzenia poza mój osobisty światopogląd. Mógłbym nie ośmielić się poddać się zupełnie Bogu, przez to zasadniczo dając Bogu wolną rękę, co pozwoliło Mu skierować moje życie w nowym i zupełnie niespodziewanym kierunku.

Wierzę, że to jest bardzo ważna myśl. Możemy faktycznie skutecznie iść ścieżką duchową, że zaczniemy wierzyć, iż robimy wszystko, co musimy robić. Jednak mimo że postępujemy dobrze, to nie wyzwoliliśmy naszego prawdziwego potencjału. W istocie, moglibyśmy powiedzieć, że wszyscy ludzie rodzą się wewnątrz mentalnej klatki. Niektórzy z nas znajdują ścieżkę duchową i dzięki niej wydostają się poza poprzednią klatkę. Jednak musimy stale uważać, by nasze ego nie posłużyło się samą ścieżką, by zbudować kolejną klatkę mentalną.

Chodzi mi o to, że mądry mistrz kiedyś powiedział, iż wieczna czujność to cena, którą płacimy za bycie uczniem. Do tego zaryzykowałbym dodać stwierdzenie, że wieczne poddanie -- wszystkiego, co myślimy, że potrzebujemy albo zarobiliśmy -- jest jedynym sposobem na uniknięcie potrzasku po drodze. Innymi słowy, nieważne jak daleko zaszliście na ścieżce duchowej, tak długo, jak będziecie w bezruchu na Ziemi, jest możliwość, że możecie zbudować klatkę mentalną, która złapie w pułapkę waszą duszę. I tylko przez stałe bycie skłonnym do poddania waszej klatki mentalnej i wszystkiego w niej, możecie uniknąć wpadnięcia w pułapkę na płaskowyżu poniżej waszego pełnego potencjału.

Dobrze zdaję sobie sprawę z tego, że nawet praca z Jezusem nad książkami i tą witryną może stać się pułapką, jeśli nie będę czujny. Tak łatwo jest zbudować oczekiwanie, że sprawy muszą potoczyć się w pewien sposób i że gdyby tylko trwały na obecnym kursie, to wszystko byłoby OK. Jeśli zauważycie, że wpadłem w tę pułapkę, to, proszę, poinformujcie mnie o tym! Jednak sami nie zapominajcie spojrzeć do lustra. Nieprzekraczalna granica jest taka: Nigdy nie możecie stać w bezruchu; musicie stale przekraczać siebie.

 

Copyright © 2005 by Kim Michaels